Ryszard Bugaj: Ciąganie Tuska po prokuraturach jest okropne


 

 

Kolejne wezwanie na przesłuchanie otrzymał ostatnio Donalda Tuska, na zeznania Hanny Gronkiewicz-Waltz czeka też komisja reprywatyzacyjna. To koniec traktowania przez sądy prominentnych polityków jak święte krowy czy używanie prokuratury do walki politycznej? Rozmowa z prof. Ryszardem Bugajem, ekonomistą związany z Polską Akademią Nauk, w przeszłości politykiem opozycji antykomunistycznej i posłem na Sejm.

Szykuje się kolejne przesłuchanie Donalda Tuska w stołecznej prokuraturze. To element politycznej gry czy znak, że w sądach wreszcie kończą się czasy świętych krów?
Uważam, że oczywiście każdy powinien być równy wobec prawa, ale to, co się dzieje wokół śledztwa smoleńskiego jest w sposób ewidentny inspirowane politycznie. To swego rodzaju rozgrywka, powiedziałbym, że nawet amok.

Kto jest w tym amoku?
To, co po ponad roku pracy pokazał pan Berczyński jest po prostu żałosne i potwierdza niestety argumentację mówiącą, że sprawa ma wymiar polityczny. Gdyby były jakieś bardzo poważne poszlaki wskazujące, że Donald Tusk naruszył prawo, interweniując, nie dopuszczając do ponownej sekcji zwłok, wtedy mogłyby być powody, by go przesłuchać. A tak widać, że to jest motywowane niechęcią do niego. Jego ciąganie po prokuraturach dla opinii o Polsce jest okropne, a PiS w ogóle nie bierze tego pod uwagę. Mam bardzo krytyczny stosunek do tych działań.

A czy to nie jest kolejna próba pokazania zmiany wymiaru sprawiedliwości, którą zapowiadał PiS? Prezydent Europy, papież, czy ktokolwiek – ma być przesłuchiwany, jeśli jest taka potrzeba.
W 2006 roku napisałem list do prokuratora generalnego zawiadamiający o możliwości popełnienia przestępstwa w sprawie więzień CIA. Po zmianie władzy dostałem dwa pisma, mówiące, że coś się w sprawie dzieje, ale teraz jest cicho. Jeśli ma nie być świętych krów, to dobrze byłoby to pokazać na takim przykładzie.

Że wśród naszych też tych świętych krów nie ma?
Wśród naszych, ale i wśród ich. Chodzi o to, że to jest motywowane politycznie, jeśli jest to problem amerykański, to się go nie dotyka. To wyjaśnienie, o ile się pojawi, nie będzie wiarygodne i przekonujące dla szerszej publiczności.

Krąży nad tą rozmową sprawa dr. Berczyńskiego, czy chociażby sprawa zakupu samolotów dla polskiego rządu, którymi prokuratura się nie zajmuje. Co musi się stać, by to się zmieniło?
Nie wiem. Byłem kiedyś umiarkowanym sympatykiem PiS, nie spodziewałem się, że będą działy się takie rzeczy, jakie dzieją się w tej chwili. Muszę przyznać się do błędu prognozy. Jestem więc ostrożny co do przewidywań – przykład losów ustawy metropolitalnej pokazuje, że ktoś myśli w kategoriach wizerunkowych i długofalowych, ale mogą być wyjątki od takiego myślenia. Nie wiem, jak to się potoczy.

Patryk Jaki stwierdził w czwartek, że w PiS zdają sobie sprawę, że to „ciąganie” Donalda Tuska nie przysporzy punktów. Ale kwestie państwa to priorytet.
Ten młody człowiek, tak dziwnie podgolony z jednej strony, w telewizji wygaduje rzeczy niestworzone. Na własne uszy słyszałem, jak mówił o tym, że system prawny w Polsce to dziedzictwo układu w Magdalence. Akurat cały czas był przy tym Lech Kaczyński. Ja wcale nie jestem fanem tego systemu, ale został on zaprojektowany na podstawie zachodnich wzorców. Może z pewną naiwnością, ale na pewno nie po to, by bronić postkomunistów.

Bzdury?
Tylko czy oni sobie to uświadamiają? Niektórzy może tak, ale jaka może być rola premiera w przeprowadzeniu ekshumacji – nie potrafię na ten temat opowiedzieć. Gdyby interweniował – to inna kwestia. Ale jest znów wezwany w charakterze świadka.

Jaki jest też przewodniczącym komisji reprywatyzacyjnej, która przesłuchać Hannę Gronkiewicz-Waltz. Prezydent stolicy uważa, że to organ niekonstytucyjny i nie będzie przed nim składać zeznań. – Nie chcemy doprowadzać do przesłuchania siłą, ale jak będzie trzeba... – sugeruje minister...
Do pani Gronkiewicz-Waltz mam równie mało sympatii, co do pana Jakiego, chociaż z innych powodów. Uważam, że jest ona niewątpliwie odpowiedzialna za te rzeczy, które się działy się przy reprywatyzacji w Warszawie. Ale to nie rodzi potrzeby powoływania organu, który faktycznie narusza standardy demokracji. Sąd, który będzie rozstrzygał skąd kto jest. Tak mi się wydaje, chociaż mogą być jakieś manifestacje równego dystansu.

Zgadza się pan ze stwierdzeniem, że to będzie sąd kapturowy? Dało się to zrobić inaczej?
Kapturowy nie, będzie jednak przy otwartej kurtynie. Pierwsza ustawa lustracyjna sprzed ponad 20 lat, powoływała sąd lustracyjny, rzecznika interesu publicznego czy pokrzywdzonych, tu zresztą wystarczyłoby rozszerzyć możliwości działania prokuratorii. I powołać sąd, nawet jednoinstancyjny. A to jest czerezwyczajka (lub czeka – policja polityczna w rewolucyjnej Rosji – przyp. red.) jednakowoż. I nawet, gdyby ona postępowała według najlepszych wzorców niezależności i obiektywizmu, to będzie przeświadczenie, że jest inaczej.

Przy tej okazji przypomina się proces posłanki Sawickiej, uwiedzionej przez agenta Tomka, którą jednak uniewinniono, mimo popełnienia przestępstwa. Nie tylko zwykli ludzie, ale i sądy ulegały narracji „jesteśmy zaszczuci przez PiS”.
Niezależnie od tego, jak ją agent Tomek wiódł na pokuszenie – jednak wzięła kasę. Ja jestem wśród ludzi, którzy uważają, że żona Cezara powinna być poza podejrzeniem i ostateczna decyzja sądu mnie się nie podoba. To jak przy niektórych sprawach lustracyjnych: są dokumenty, nikt nie kwestionuje, delikwent brał, podpisywał, donosił. Ale nie zaszkodził, więc uniewinniony. To były decyzje podważające powszechnie przyjęte normy etyki, więc w tamtej sprawie PiS zyskał poparcie różnych grup społecznych.

Ale również jako prowodyr nagonki. Sawicka stała się jednak synonimem ofiary. W przypadku Tuska czy Gronkiewicz-Waltz będzie podobnie?
Synonimem ofiary stała się Barbara Blida. Tutaj popełnili błąd, możliwe też, że szli w tę stronę nie mając niezbitych dowodów. Na pewno ponieśli porażkę wizerunkowym i odbioru publicznego. Teraz może być podobnie.

 


Załączniki

- Ciąganie Tuska po prokuraturach jest okropne – mówi prodf. Ryszard Bugaj w rozmowie z AIP. Fot. Bartek Syta