Przesłuchaniem w rywala. Koniec świętych krów czy polityczna gra?


Wezwanie na przesłuchanie znów otrzymał ostatnio Donald Tusk, na zeznania prezydent stolicy czeka też komisja reprywatyzacyjna. Czy to przejaw odnowy wymiaru sprawiedliwości, czy ryzykowna, inspirowana politycznie gra?

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tuski nie wie, czy przyjedzie do Warszawy na przesłuchanie w związku ze śledztwem dotyczącym katastrofy smoleńskiej. Tym razem śledczy chcą przesłuchać byłego premiera na okoliczność niedopełnienia obowiązków przy ekshumacji ciał ofiar. Tusk zastrzegł, że nie będzie się zasłaniał immunitetem tak długo, jak nie będzie mu to przeszkadzało w pracy, jednak trudno nie odnieść wrażenia, że jego przesłuchania mogą mieć wymiar polityczny. Jak poinformowała Prokuratura Krajowa, przewodniczący Rady Europejskiej zostanie przesłuchany charakterze świadka 5 lipca.  

- Wiemy, że każde wezwanie Tuska oznacza spadek notowań PiS-u, ale wartości państwa są ważniejsze od sondaży - powiedział na antenie TVN24 Patryk Jaki. Wiceminister sprawiedliwości stwierdził, że jeśli Polska ma być silnym państwem, to wszyscy powinni być równi wobec prawa. - Jeżeli Jarosław Kaczyński, który był premierem tylko rok, był przesłuchiwany w prokuraturze kilkanaście razy, nie widzę problemu, by premier Tusk dzielił się wiedzą, którą dysponuje - argumentował polityk z Opola.

Dobić Tuska

Jednym z siedmiu wątków badanych przez zespół prokuratorów pod wodzą Marka Pasionka będzie zdrada dyplomatyczna, którą zarzucił Tuskowi Antoni Macierewicz, składając w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Minister obrony przekonuje o istnieniu umowy zawartej między Tuskiem a ówczesnym premierem Rosji Władimirem Putinem. Choć nie precyzuje, na czym miałaby polegać, według niego chodzi o „działanie na szkodę państwa, w tym rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej”. W kwietniu Donald Tusk zeznawał w stołecznej prokuraturze w śledztwie dotyczącym współpracy polskiego kontrwywiadu i rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

Zdaniem prof. Ryszarda Bugaja to, co się dzieje wokół śledztwa smoleńskiego jest inspirowane politycznie. - To swego rodzaju rozgrywka, powiedziałbym, że nawet amok. Ciąganie Tuska po prokuraturach jest dla opinii o Polsce okropne. Jaka może być rola premiera w przeprowadzeniu ekshumacji- pyta retorycznie były opozycjonista, obecnie ekonomista związany z PAN. Jak mówi w rozmowie z Agencja Informacyjną Polska Press, gdyby istniały jakieś bardzo poważne poszlaki wskazujące, że Donald Tusk naruszył prawo, interweniując czy nie dopuszczając do ponownej sekcji zwłok, wtedy mogłyby być powody, by go przesłuchać. - A tak widać, że jest to inspitowane niechęcią do niego - dodaje.

Znaleźć Berczyńskiego

Prof. Bugaj nie wierzy też, że przesłuchiwanie Tuska niezależnie od opinii międzynarodowej ma być kolejnym dowodem na reformę wymiaru sprawiedliwości i końcem „świętych krów”. - Jeśli ma nie być świętych krów, to dobrze byłoby to pokazać na takim przykładzie osób z własnego środowiska - mówi ekonomista i były polityk, nawiązując do sprawy dr. Berczyńskiego. - To, co po ponad roku pracy pokazał pan Berczyński i jego zespół jest po prostu żałosne. I potwierdza niestety argumentację mówiącą, że sprawa ma wymiar polityczny - ocenia były poseł na Sejm.

Tymczasem ekspert z zakresu lotnictwa, mianowany na szefa podkomisji smoleńskiej powołanej przy Ministerstwie Obrony Narodowej, został w czwartek „odnaleziony” przez „Super Express”. - Nie uciekłem z Polski i nie zrobiłem niczego niezgodnego z prawem - twierdzi wieloletni współpracownik Boeinga. W kwietniu udzielił głośnego wywiadu „Dziennikowi Gazecie Prawnej”, w którym stwierdził, że to on „wykończył caracale”: unieważniony wielomilionowy przetarg na zakup francuskich śmigłowców dla naszej armii. 

Opozycja przekonuje, że Berczyński działał niezgodnie z prawem i zgłosiła sprawę do prokuratury i żąda powołania komisji śledczej w celu wyjaśnienia wszystkich okoliczności związanych z przetargiem. Berczyński po kontrowersyjnym wywiadzie wyleciał do USA, gdzie od lat mieszka. Opozycja oskarża go o ucieczkę.stwierdziła, że Berczyński uciekł z kraju. Jak sam wyjaśnia, miał wgląd do dokumentów przetargowych na najniższym szczeblu tajności i odbył w tym zakresie stosowne przeszkolenie.

Dr. Berczyński przyznał, że gdy otrzyma wezwanie do prokuratury to przyjedzie do kraju i wyjaśni sprawę. Jak ocenia,  caracale to przeciętne helikoptery, dwa razy za drogie. - Była to próba kradzieży z Polski miliarda albo więcej dolarów. To być może największy przekręt w historii Polski - dodając, że Berczyński, podkreślając, że „jego polskie sumienie” nie pozwoliło mu przejść obojętnie wokół sprawy.   Jak wyjaśnił w romowie z tabloidem, zrezygnował z pełnionych funkcji, by „oddzielić pracę podkomisji od siebie jako Berczyńskiego”, ponieważ PO udało się „uciszyć pracę i osiągnięcia podkomisji i nakręcić sprawę Berczyńskiego”. 

Usadzić Gronkiewicz-Waltz

Innym bohaterem PO-PiS-owej wojenki z przesłuchaniami w tle jest Hanna Gronkiewicz-Waltz. Prezydent stolicy ma zeznawać przed komisją weryfikacyjną do spraw reprywatyzacji, ale już zapowiedziała, że tego nie zrobi, gdyż uważa ją za organ niekonstytucyjny. - Nie chcemy doprowadzać do przesłuchania siłą, ale jak będzie trzeba... - sugeruje wiceminister Patryk Jaki, przewodniczący gremium. 

Jak przyznawał, jego celem numer jest przywrócenie sprawiedliwości w Warszawie, a szefowa tamtejszego ratusza przeszkadza w ukaraniu winnych przestępczej reprywatyzacji.  - Powinna walczyć o zachowanie twarzy. Nie jest pępkiem świata i powinna się stawić przed komisją reprywatyzacyjną, bo nie będziemy sięgać do ostateczności, jak doprowadzenie siłą. Mówi że jest niekonstytucyjna? Na jej miejscu przyszedłbym tu i to pokazał - mówił Jaki o Hannie Gronkiewicz-Waltz, która przyznała, że nie pojawi się na wezwanie powołanej przez niego komisji reprywatyzacyjnej.  Jaki dodał, że jeżeli te dokumenty dotyczące reprywatyzacji nie zostaną wydane przez warszawski ratusz komisji, na której czele stoi, złoży zawiadomienie do prokuratury o niedopełnieniu obowiązków wobec pracowników.

- Pani prezydent jest niewątpliwie odpowiedzialna za te rzeczy, które się działy się przy reprywatyzacji w Warszawie. Ale to nie rodzi potrzeby powoływania organu, który faktycznie narusza standardy demokracji -  komentuje Bugaj, proponując jako alternatywę powołanie sądu, zbliżonego w strukturze do lustracyjnego, nawet jednoinstancyjnego. - A to jest czerezwyczajka (lub czeka - policja polityczna w rewolucyjnej Rosji - przyp. red.) jednakowoż. I nawet, gdyby ona postępowała według najlepszych wzorców niezależności i obiektywizmu, to będzie przeświadczenie, że jest inaczej - konkluduje. 

Hanna Gronkiewicz-Waltz może być doprowadzona przed komisję weryfikacyjną - zapowiedział Patryk Jaki. 

 


Załączniki

- brak opisu