Francja: Cała władza w jednych rękach


Emmanuel Macron ma pełnię władzy. Jego partia wygrała wybory parlamentarne. On sam został prezydentem. Co teraz zrobi Macron?

Partia Emmanuela Macrona La Republique En Marche, w koalicji z centrowym ugrupowaniem MoDem, zwyciężyła w niedzielę w drugiej turze wyborów parlamentarnych we Francji.

Punktualnie o godz. 20 podano pierwsze, sondażowe wyniki wyborów. Wynika z nich, że zwycięska koalicja bedzie miała 355 mandatów w Zgromadzeniu Narodowym, które składa się z 577 deputowanych.

Drugie miejsce zajęli Republikanie, którzy zdobyli 125 mandatów. Natomiast socjaliści będą mieć 35 deputowanych, a Front Narodowy Marine Le Pen musi zadowolić się jedynie ośmioma deputowanymi.

Wybory odbywały się przy najniższej od wielu lat frekwencji, która o godz. 17 wyniosła zaledwie 35,3 procent.  

Tym samym partia Macrona zdobyła większość w Zgromadzeniu Narodowym. A miesiąc wcześniej ten sam polityk został prezydentem kraju.

Żadna inna demokracja zachodnia nie zna aż takiej koncentracji władzy w rękach jednej osoby. Teraz nadszedł czas na realizację wyborczych obietnic. Jednak często to właśnie sprawowanie władzy przez jedną osobę sprzyja deptaniu wcześniejszych zobowiązań. A ich realizacja powinna być podstawą mandatu do rządzenia otrzymanego od wyborców. 

Już dawno żadna partia, ani polityk we Francji, nie dysponował taką władzą, jaką obecnie posiada Macron. Jego krytycy twierdzą wprost, że taka koncentracja władzy to zagrożenie dla demokracji. Pewnie dlatego, już w ostatni piątek nowy rząd zadeklarował, że zamierza wprowadzić zmiany w obowiązującej dotychczas w kraju większościowej ordynacji wyborczej. Chodzi o poprawę reprezentacji mniejszych ugrupowań w Zgromadzeniu Narodowym. Jednak te zmiany wejdą w życie dopiero podczas kolejnych wyborów. A ogromną władzą Emmanuel Macron dysponuje już dziś. 

Jaki jest program nowego władcy Francji? Na pewno krótki. Jak informuje Le Monde Diplomatique jego program z kampanii prezydenckiej zmieścił się na 25 stronach. Obietnice składane przez Marine Le Pen zajęły 92 strony. A najbardziej, bo aż na 800 stron rozpisał się Jean-Luc Melenchon. 

Oczywiście krótki nie znaczy zły. W takim razie jaki? Podczas gdy zwycięstwo Marine Le Pen mogłoby oznaczać prawdopodobny koniec Unii Europejskiej, wygrana Macrona i jego partii wzmocniła europejskie struktury. Na naszych oczach, w obliczu Brexitu, powstaje francusko-niemiecki duet, który będzie rządził Unią . W tym układzie pozycja prezydenta Macrona wydaje się równie silna co kanclerz Angeli Merkel. 

Dalsza integracja ma być oparta o państwa należące do strefy euro. Nowy prezydent Francji zakłada powstanie osobnego budżetu europejskiego. Ten z kolei ma być uchwalany przez  parlament państw strefy euro. Zarządzało nim będzie ministerstwo gospodarki i finansów także strefy euro. Dostęp do wspólnego budżetu będzie jedną z najważniejszych kwestii dla państw członkowskich. Ma być uzależniony od przestrzegania wspólnych europejskich zasad. 

W polityce wewnętrznej Francji prezydent proponuje nowelizację kodeksu pracy i ostrą walkę z terroryzmem. Jeśli chodzi o ten pierwszy postulat widać, że Macron to polityk o liberalnych poglądach gospodarczych. Macron reprezentuje interesy klasy średniej oraz przedsiębiorców. Po pierwsze  postuluje wydłużenie tygodniowego czasu pracy do 35 godzin. Po drugie chce obniżenia podatku, który płacą wielkie korporacje z 33 do 25 procent. Po trzecie zapowiedział, że będzie dążył do ograniczenia wydatków państwa o około 60 miliardów euro rocznie. Te  postulaty będzie realizowała partia, którą Macron założył niecały rok temu. Czy nie zabraknie doświadczenia? Okaże się już wkrótce.  

 


Załączniki

- brak opisu