Gen. Polko o decyzji prezydenta ws. nominacji generalskich: "Jedyna słuszna"


Biuro Bezpieczeństwa Narodowego poinformowało we wtorek, że prezydent Andrzej Duda nie wręczy w święto Wojska Polskiego nominacji generalskich i admiralskich. "Trwające prace i brak uzgodnień dotyczących nowego systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP nie stwarzają warunków do merytorycznej oraz uwzględniającej potrzeby armii oceny przedstawionych kandydatur do awansów generalskich" - podano w komunikacie. 

Wcześniej kandydatury oficerów na generałów zaproponowane przez MON negatywnie ocenił doradca prezydenta gen. Jarosław Kraszewski. W konsekwencji Służba Kontrwywiadu Wojskowego odebrała Kraszewskiemu dostęp do informacji niejawnych.

Gen. Roman Polko ocenia w rozmowie z Agencją Informacyjną Polska Press (AIP) decyzję prezydenta oraz aktualną sytuację w polskim wojsku. 

AIP: Czy zaskoczyła pana decyzja prezydenta o rezygnacji z wręczania 15 sierpnia nominacji generalskich? 

Tak, jest to dla mnie zaskakująca decyzja, ale i jedyna słuszna. Nie oczekują od Zwierzchnika Sił Zbrojnych, że będzie podpisywał decyzje w ciemno, nie wiedząc tak naprawdę, kogo na jakie stanowiska nominuje i jak będzie wyglądał system dowodzenia armią. Oczekiwałbym jednak, że prezydent w swojej polityce będzie działał z wyprzedzeniem, a nie tuż przed świętem i będzie po prostu bardziej skuteczny. Rozumiem, że przy braku dostępu do informacji niejawnych i tym samym właściwie odebraniu Departamentowi Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi możliwości analizowania materiałów, trudno jest podjąć jakąkolwiek decyzję. Pojawia się pytanie: co politycy powiedzą 15 sierpnia żołnierzom – że się kłócą? Czy powiedzą, że świetnie służyli ojczyźnie, wykonali dobrą robotę, no ale jednak wyróżnień w tym roku nie będzie. 


Skąd taka decyzja prezydenta?

Decyzja wiąże się m.in. z brakiem komunikacji z ministrem Macierewiczem. Z tym, że ośrodek prezydencki w zasadzie nie jest informowany, a powinien być, o reformie systemu dowodzenia, o zamierzeniach MON. Niejednokrotnie słyszeliśmy, że te zapewnienia, które padają ze strony ministra Macierewicza, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. I dlatego wprowadzono „politykę epistolarną”, MON wymienia z prezydentem pisma, ale również i to nie daje pożądanych efektów. To co się dzieje jest niszczeniem armii, bo na najwyższych szczeblach dowodzenia, zarówno prezydenta, jak i ministra obrony narodowej, prowadzi się grę polityczną. Tak naprawdę ostatnie ruchy ministra Macierewicza są bardzo niepokojące – odcina on od informacji i wciąga w grę polityczną choćby oficerów z BBN. Ale i prezydent ma sobie co nieco do zarzucenia – wtedy kiedy chwalił szefa Sztabu Generalnego w trakcie czystek czy dowódcę operacyjnego za wspaniałą służbę, to też nie wyciągnął do nich ręki i nie zaprosił do współdziałania i sam nie wypracował żadnej koncepcji, jak ten nowy system dowodzenia ma wyglądać, a to by była pewna alternatywa. Być może, nie za pośrednictwem ministra Macierewicza, mógł komunikować się z wojskiem i przedstawić swoją koncepcję, jak armia w jego przekonaniu powinna wyglądać. Jeśli chodzi o ministra Macierewicza, to jego działania są do przewidzenia. On widzi armię jako ćwierć milionową, taką chyba z minionej epoki, z obroną terytorialną i z oficerami z własnej nominacji. Jaką armię widzi prezydent – tego niestety nie wiemy. Nie kontynuuje on koncepcji stworzonej przez prezydenta Komorowskiego, która zakładała dowodzenia armią z Pałacu Prezydenckiego. Reasumując – politycy się kłócą, nie potrafią dojść do porozumienia, ale ofiarą nie są oni, tylko żołnierze.

Co prezydent chciał pokazać podejmując taką decyzję? 

Pan prezydent jedyne co mógł pokazać to to, że nie jest figurantem. Jeżeli minister Macierewicz, w taki brutalny sposób odciął go od informacji, gdzie analitycy czy BBN jedyne co mogą teraz robić to czytać gazety i śledzić internet, bo informacji niejawnych nie dostają i jak można się domyślić, nie są zapraszani do MON na spotkania, ponieważ one wszystkie mają charakter niejawny, to jeśli tak są traktowani urzędnicy prezydenta i sam prezydent, to to było jedyne słuszne rozwiązanie. Ale to wszystko można było przewidzieć – podobna sytuacja miała miejsce 11 listopada, gdy podsunięto prezydentowi listę do podpisu i zamiast zbudować wówczas jakiś ośrodek decyzyjny w oparciu np. o generałów, których objęła czystka ministra Macierewicza, to tak naprawdę opóźniono tylko o 2-3 tygodnie podpisanie tej listy, gdzie nominacje otrzymały również osoby, które nie spełniały formalnych wymogów.

Jaki finał może mieć ta sprawa? Możemy spodziewać się nominacji w innym terminie?

Mam nadzieję, że będzie interwencja pani premier, że BBN będzie mogło nie w ciemno, ale świadomie analizować kandydatury, które przedstawiło MON, aczkolwiek głęboko się zastanawiam, czy jest możliwa konstruktywna współpraca z ministrem Macierewiczem, który jak widać, jest w tej dziedzinie niereformowalny. Tu też jest wina prezydenta, bo gdyby przez dwa lata nie przyzwyczaił ministra Macierewicza do podpisywania w ciemno wszystkich decyzji i nie zapewniał w mediach, że współpraca układa się doskonale, to dzisiaj nie mielibyśmy aż tak głębokiego kryzysu.

Czy w armii brakuje dowódców?

Te czystki bardzo źle wpłynęły na stan armii, dowódcom najwyższego szczebla, dzięki którym odbył się szczyt NATO, podziękowano za służbę. Żołnierze zobaczyli, że tym ludziom nikt nie podał ręki, że właściwie politycy nimi gardzą, że za pięknymi słowami nie idą żadne czyny. Popełnione błędy uderzają w armię. W polskim wojsku powstała wyrwa pokoleniowa - brakuje dowódców, którzy mają dobre przygotowanie merytoryczne, ukończone studia i doświadczenie bojowe. Ci zwolnieni oficerowie to nie była PRL-owska kadra, tylko ludzie, dzięki którym Polska wstąpiła do NATO i zdobyła tam bardzo silną pozycję. Wizja armii Antoniego Macierewicza jest rewolucyjna, a armia w żadnym państwie nie znosi rewolucji.

Jaka atmosfera panuje aktualnie w wojsku?

W tej chwili armia jest rozdygotana i upolityczniona. Najwyżsi dowódcy nie wiedzą w którą stronę mają iść. W trakcie czystek, gdy prezydent wykazał się dużą biernością, dowódcy przestali czegokolwiek od niego oczekiwać. To wszystko nie wpływa dobrze na armię, która potrzebuje spokoju i stabilizacji, a już szczególnie w święto Wojska Polskiego.  


Załączniki

- Gen. Roman Polko. Fot. Polska Press