Mark Zuckerberg: Zarządza Facebookiem czy będzie rządził także USA?


Kolejny miliarder może zostać nowym prezydentem USA. Tym razem to szef Facebooka Mark Zuckerberg. To nie musi być political fiction.

Jest rok 2020. Mark Zuckerberg, na należącym do niego portalu Facebook publikuje post. Czytamy w nim: ,,Dziękuję wszystkim moim wyborcom za głosy oddane w wyborach, które pomogły mi zostać nowym prezydentem USA”.

Dziś w sierpniu 2017 roku taki scenariusz wydaje się być typowym political fiction. Jednak wielu analityków amerykańskiej sceny politycznej nie wyklucza możliwości startu założyciela Facebooka w najbliższych wyborach prezydenckich.

Zaczęło się w Sylwestra. Tradycyjnie z okazji Nowego Roku Mark Zuckerberg zamieszcza na Facebooku okolicznościowy post. Tym razem napisał w nim, że w 2017 roku chce poznać mieszkańców wszystkich części Stanów Zjednoczonych. I rozpoczął swój wielki objazd kraju.

Tak się składa, że odwiedzane przez niego miejsca to najważniejsze stany USA, w kontekście ewentualnej walki o prezydenturę. Rozpoczął od odwiedzin w fabryce Forda w stanie Michigan. Następnie złożył niezapowiedzianą wizytę w Ohio. Spotkał się tam z rodziną, która określa się jako zawsze sprzyjająca Demokratom, lecz jej członkowie w ostatnich wyborach prezydenckich zagłosowali na Donalda Trumpa.

Później przeniósł się do Indiany, gdzie spotkał się ze strażakami w miasteczku Elkhart. Stamtąd pojechał do Wisconsin. Przybył do domu lokalnego farmera. Wspólnie z jego rodziną zjadł typowy amerykański obiad. A później z butelką mleka w ręku karmił malutkiego cielaka. Oczywiście wszystkie wymienione wizyty zostały świetnie udokumentowane. W internecie znajdziemy wiele zdjęć i filmów pochodzących z tych wydarzeń.

Wystartuje czy nie, warto zastanowić się jakie poglądy polityczne ma Zuckerberg.  Czy zdecydowałby się na kandydowanie z listy Republikanów, Demokratów czy założyłby własny, niezależny od partii komitet wyborczy?

Obserwując jego dotychczasowe wypowiedzi jego wizję świata można ogólnie określić jako lewicową. Szczególnie jak na amerykańskie warunki. Widać to głównie w dwóch punktach. Po pierwsze, Zuckerberg opowiada się za tzw. dochodem gwarantowanym, czyli takim który od państwa otrzymuje każdy obywatel, niezależnie od tego czy pracuje czy nie. Taki dochód ma zapewnić minimum egzystencji. Po drugie, opowiada się za małżeństwami osób LGBT, choć nie określił się czy dopuszcza adopcje dzieci przez takie pary.

Czy Donald Trump powinien obawiać się nowego kontrkandydata? Wpływowy serwis „Politico” powołuje się na przeprowadzony w lipcu br. sondaż. Wynika z niego, że w ewentualnej drugiej turze wyborów prezydenckich Zuckerberg i Trump dostaliby po około 40 procent głosów. Reszta wyborców określiła się na razie jako niezdecydowani. 

Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń dziennikarze „Politico” twierdzą, że szef Facebooka już zaczął kompletowanie sztabu wyborczego. Zatrudnił bowiem, w swojej charytatywnej fundacji „Chan Zuckerberg Initiative” Davida Plouff’ego, wcześniej szefa zwycięskiej kampanii wyborczej Baracka Obamy z 2008 roku. Do jego fundacji dołączył też na początku sierpnia br. Joel Benenson, były doradca prezydenta Obamy oraz główny strateg sztabu wyborczego Hillary Clinton. Wreszcie jednym z członków zarządu fundacji jest Ken Mehlman, odpowiedzialny w 2004 roku za strategię wyborczą George’a W. Busha.

Pytany przez dziennikarzy o swoje prezydenckie ambicje Mark Zuckerberg zawsze odpowiada stanowczo: „Nie!”. I dodaje od razu, że wszystkie wizyty od poczatku 2017 roku, w różnych stanach USA, to jedynie działanie mające pomóc w rozwoju jego firmy.

W brytyjskim „The Guardian” czytamy, że ewentualne zwycięstwo w wyborach prezydenckich byłoby dla Zuckerberga krokiem wstecz, jako człowieka który zarządza firmą mającą 1,8 miliarda użytkowników miesięcznie. Dziennikarka tej gazety Elena Cresci dochodzi wręcz do wniosku, że biznesmen wcale tego nie potrzebuje, bo jako szef Facebooka, Zuckerberg już dziś jest przywódcą wolnego świata


Załączniki

- brak opisu