Piotr Guział o "dużej" ustawie reprywatyzacyjnej: To przełom


Piotr Guział, radny Warszawy i były burmistrz Ursynowa w rozmowie z Agencją Informacyjną Polska Press przekonuje, że założenia tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej, które wczoraj zaprezentował wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, są przełomowe, a sam Jaki ma szansę, by za rok zostać prezydentem stolicy.   

Jak pan ocenia założenia tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej?

To przełom w bezczynności władz państwowych wszelkiej maści, ze wszelkich środowisk politycznych, które to ta bezczynność, ta głuchota i ślepota na problemy reprywatyzacji, nie tylko w Warszawie, trwała 27 lat. Tych projektów ustaw było wiele, jednak żaden nie doczekał się realizacji. Nikt nie postawił dotychczas kropki nad i, ale wszystko wskazuje na to, że to PiS-owi i Patrykowi Jakiemu to się uda. To gigantyczny sukces tego młodego polityka. W wymiarze politycznym otwiera mu to drogę do prezydentury w Warszawie. Jeśli ta ustawa przejdzie, wiele wskazuje, że będzie ją „twarzował” Patryk Jaki, który z młodego polityka, cyngla komisji weryfikacyjnej– jak nazwała go Hanna Gronkiewicz-Waltz, stanie się człowiekiem, który zrobi dla Warszawy więcej, niż wszyscy pozostali prezydenci razem wzięci o 1990 roku. Reprywatyzacja w Warszawie to już miliard odszkodowań w gotówce, kolejne 2 mld oddane w nieruchomościach i 15 mld zł, które być może musiało by być utracone przez miasto stołeczne z tytułu roszczeń – na ile zasadnych? Bóg jeden raczy wiedzieć. Sprawa jest bardzo złożona. To nie jest tak, że odzyskują to bezpośredni właściciele. W przedstawionym wczoraj projekcie ustawy wszystkie roszczenia wygasają. Te 15 mld zł, czy nawet 30, jak mówił były dyrektor Biura Gospodarki Nieruchomościami Marcin Bajko, w jakiś sposób zostaną zatrzymane. Uważam, że zwroty w naturze są czymś niegodziwym i nieuczciwym, ponieważ wszyscy Polacy z filmów o Powstaniu Warszawskim wiedzą, jak wyglądało miasto jesienią 1944 roku. Warszawy nie było. Stolica została wzniesiona praktycznie od zera, i dlaczego my dzisiaj mamy oddawać kamienicy, które powstały po dekrecie Bieruta. Dlaczego też reprywatyzacja dotyczy tylko II wojny światowej – może też wrócimy do I wojny albo w ogóle do powstań, gdzie też szlachta traciła majątki i musiała emigrować. Takie sprawy załatwia się w wymiarze symbolicznym. Stała się krzywda, ale przecież nie z winy władz państwowych, tylko pożogi wojennej, w związku z tym, niech państwo to zauważy i wypłaci symboliczne odszkodowania. Uważam, że 20 proc. to i tak za dużo, nie stać nas na to. Widocznie, tak zostało to policzone, że w perspektywie kilku lat państwo będzie wydolne w tym zakresie. Pamiętajmy, że wcześniejsze ustawy nie wchodziły w życie przede wszystkim dlatego, że za każdym razem obawiano się skutków finansowych dla państwa. Jeśli chodzi natomiast o budynki jednorodzinne, nie widzę przeszkód, żeby je zwracać. Na pewno nie można zwracać w naturze żadnych budynków publicznych i w centrum miasta, która zostały po wojnie odbudowane. Ta ustawa to załatwia.

Dlaczego tak długo trzeba było czekać na takie rozwiązania?

Jest kilka wyjaśnień. Po pierwsze w latach 90. politycy nie zdawali sobie jeszcze sprawy ze skali reprywatyzacji. Nie wiedzieli, że reprywatyzacja na lata opóźni rozwój Warszawy. Każda inwestycja, która dziś jest realizowana w centrum miasta napotyka problem reprywatyzacji, problem własności działek – myślę, że gdyby nie ten problem, miasto rozwijałoby się 2-3 razy szybciej. Jednak całą sprawę najbardziej opóźniła mafia. Reprywatyzacja to ogromne pieniądze. Były środowiska, które były zainteresowane partycypacją w tych majątkach, handlem roszczeniami. Środowiska te były na tyle potężne, że miały wpływy w prokuraturze, w aparacie państwowym i samorządowym, wśród polityków i bez współdziałania tych grup niemożliwa byłaby taka skala reprywatyzacji. Ręka rękę myła. Przedstawiciele wszystkich ekip politycznych byli w to zamieszani. Bez wątpienia bardzo negatywną rolę odegrał tutaj wymiar sprawiedliwości, bo gdyby nie interpretacja sądów, które kwalifikowały budynki wielorodzinne, jako jednorodzinne, sądy ustanawiały kuratorów dla 140-latków. Gdyby nie sądy, proceder ten by się nie powiódł. Wśród zatrzymanych byli adwokaci. Nie dziwię się, że PiS chce teraz wymiar sprawiedliwości wyczyścić.

Dlaczego prezydent Gronkiewicz-Waltz nie chce stanąć przed komisją weryfikacyjną? Czy Platforma Obywatelska ma szansę na zwycięstwo w najbliższych wyborach prezydenckich w Warszawie?

Wraz z ustawą Patryka Jakiego szanse Platformy istotnie maleją. Bez ustawy reprywatyzacyjnej Platforma mogła łatwo szermować, że przez lata nic nie robiła, no ale mimo wszystko „na koniec dnia” ta „mała” ustawa reprywatyzacyjna powstała, a PiS chce tak naprawdę tylko trybunału ludowego w postaci komisji, ale nie chce załatwić sprawy. I początkowo PiS wpisywał się w tę grę, nie przewidywał, że taka ustawa postanie. Ale po komisji weryfikacyjnej, dotknięciu całego zła, PiS się zreflektował. Ta ustawa powoduje, że kandydat PiS będzie faworytem o fotel prezydenta Warszawy. Gronkiewicz-Waltz nie chce stanąć przed komisją, ponieważ jest osobą pyszną i zarozumiała. Jej się nie mieści w głowie, że ktoś mógłby zadawać jej pytania. Ona zawsze była ponad tym wszystkim, była w chmurach od początku swojej kariery, gdy jako adiunkt wydziału prawa została prezesem NBP. Sytuacja niebywała, która mogła jej przewrócić w głowie. To była dla niej wielka krzywda, ponieważ uwierzyła, że jest ponad układami politycznymi i ponad prawem. Wszystko jej przychodziło za łatwo. To był przypadek lat 90. Gronkiewicz-Waltz wie, że nie sprosta, nie wytłumaczy swoich decyzji. Musiałaby powiedzieć, że nie interesowała się reprywatyzacją. Pracownicy dawnego BGN, których znam, mówili, że problemem Hanny Gronkiewicz-Waltz było to, że nie chciała się uczyć, nie chciała się dowiedzieć o co chodzi w reprywatyzacji, jaka jest skala. Skoro prezydent się tym nie interesowała, to inni się tym interesowali. Prezydent nie panowała nad sytuacją. Kolejną sprawą jest fakt, że sama jest zamieszana w reprywatyzację, ponieważ przykryła sprawę spadkową męża i córki. Ministerstwo Infrastruktury w osobie ministra Sławomira Nowaka w 2012 roku wystosowało pismo w sprawie jednej z trzech kamienic przy ul. Noakowskiego, wskazując, że to były kamienice ukradzione żydowskim rodzinom, w tym kamienica pana Waltza. Gronkiewicz-Waltz wiedziała, jako prawnik, że powinna w związku z nowymi przesłankami powinna wznowić postępowanie, uchylić decyzję zwrotową, ponieważ była wydana na podstawie niepełnej dokumentacji lub nawet kłamstwa. Doskonale wiedziała, jak się ma ta sprawa, ponieważ w ubiegłym roku skierowała sprawę do SKO (Samorządowe Kolegium Odwoławcze – red.), ale sprawa już się przedawniła. Myślę, że Gronkiewicz-Waltz nie stawi się przed komisją, ale będzie miała przedstawione zarzuty prokuratorskie i szansa na to, że zostanie zatrzymana z każdym dniem wrasta, bo już nawet jej własne środowisko polityczne się od niej odwraca. Każdy racjonalnie myślący stawiłby się przed komisją, mając argumenty, bo zakładam, że gdy ktoś pełni funkcję publiczną ma dobre intencję, wytłumaczyłaby wszystko.  

 


Załączniki

- Fot. Piotr Smoliński/ Polska Press