Donald Trump: Niemcy są zakładnikiem Rosji. Polska nie chce nim być


Zgodnie z przewidywaniami szczyt NATO w Brukseli rozpoczął się burzliwie. Prezydent USA Donald Trump, który krytykuje kraje sojusznicze za zbyt małe inwestowanie w obronność, stwierdził, że „Niemcy są kontrolowane przez Rosję”, ponieważ korzystają z rosyjskiego gazu. Zauważył również, że „Polska nie przyjęłaby gazu od Polski, ponieważ nie chce być rosyjskim zakładnikiem”.

Niemcy są zakładnikiem Rosji, ponieważ pozbyły się elektrowni węglowych i atomowych i czerpią od niej większość ropy i gazu. Uważam, że trzeba się temu przyjrzeć i jest to bardzo niewłaściwe, co do czego oboje się zgadzamy. Nie wiem co teraz z tym zrobisz, ale na pewno to bez sensu, że [Niemcy] płacą miliardy dolarów Rosji, a my musimy ich przed tą Rosją bronić – mówił amerykański prezydent do sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga podczas wspólnego śniadania w Brukseli w środę. Jak stwierdził Donald Trump, który jest przeciwnikiem budowy gazociągu Nord Stream 2 łączącego Niemcy i Rosję, Niemcy importują z Rosji aż 70 proc. swojego gazu. BBC podaje jednak, że w rzeczywistości liczba ta wynosi 50,75 proc. 

– To jest niekorzystne dla NATO – ciągnął dalej w temacie rosyjskiego gazu Donald Trump w rozmowie ze słuchającym go uważnie Jensem Stoltenbergiem. – Wytłumacz mi, jak możecie płacić miliardy państwu, którego się obawiacie? – zapytał sekretarza generalnego NATO amerykański prezydent i dodał: „Polska nie chce rosyjskiego gazu, bo się obawia i nie chce być zakładnikiem Rosji”. Jak podaje Reuters, w odpowiedzi Stoltenberg zauważył, że członkowie NATO mają odmienne poglądy na temat ograniczenia importu gazu z Rosji. Później, w rozmowie z dziennikarzami, norweski polityk powiedział, że kwestia gazu nie zależy od NATO, ale od poszczególnych państw.

Zarzuty Donalda Trumpa dotyczące rosyjskiej kontroli zdecydowanie odrzuciła już minister obrony Niemiec Ursula von der Leyen – informuje Reuters. – Bez wątpienia mamy z Rosją wiele interesów. Z drugiej jednak strony powinno się koniecznie utrzymywać kontakt z innymi państwami, czy to sojusznikami, czy przeciwnikami – mówiła dziennikarzom niemiecka polityk krótko po wypowiedzi Donalda Trumpa.

Sekretarz generalny NATO usłyszał także od prezydent USA, że członkowie NATO – mimo że w 2017 r. przeznaczyli na obronność o 40 miliardów dolarów więcej niż rok wcześniej – wciąż wydają na ten cel za mało. – To trwa za długo i nie jest w porządku wobec amerykańskich podatników – powiedział Donald Trump i skrytykował Niemcy za to, że przeznaczają na wojskowość „niewiele ponad 1 proc. PKB”, podczas gdy USA wydają 4,2 proc. PKB. W rzeczywistości jednak – jak wynika z oficjalnych raportów NATO – liczby te wynoszą 1,24 proc. (Niemcy) i 3,5 proc. (USA). Jens Stoltenberg nawiązał słów Trumpa w późniejszej rozmowie z reporterami. Jak stwierdził, wszyscy członkowie NATO chcą proporcjonalnie dzielić się wydatkami. – NATO jest ważne nie tylko dla Europy, ale też dla Stanów Zjednoczonych – podkreślił również. 

Przywódca Stanów Zjednoczonych w ostatnich dniach zaostrzył swoje apele, aby wszyscy członkowie NATO przeznaczali na obronność co najmniej 2 procent swojego PKB. "Wiele krajów NATO, których mamy bronić, nie tylko nie spełniają wymogu 2 procent (który i tak jest niski), ale także od lat nie uiszczają płatności. Czy wynagrodzą to USA?", napisał wcześniej na Twitterze Donald Trump, który we wtorek przybył wraz z żoną Melanią do Brukseli.  Tymczasem tylko pięć spośród 29 krajów przekroczają wymagany 2-procentowy próg. Oprócz USA są to: Grecja, Estonia, Wielka Brytania i Łotwa. Prawie 2 proc. przeznaczyła w obecnym roku budżetowym Polska, za co kilka miesięcy temu publicznie dostała od Donalda Trumpa pochwały.

 Jak poinformował jeszcze przed spotkaniem w Belgii Krzysztof Szczerski, szef kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy, który także udał się na szczyt NATO, polska delegacja ma wyrazić w Brukseli poparcie dla apeli Donalda Trumpa, aby wszyscy do 2024 r. przeznaczali na obronność co najmniej 2 procent PKB. Sam Duda zapowiedział we wtorek dziennikarzom, że do 2030 roku wydatki Polski na obronność mają wzrosnąć do 2,5 proc. PKB. Zaznaczył również, że „realizowany jest plan modernizacji i dozbrajania polskiej armii”. – Mogę z góry państwu powiedzieć, że na pewno w ciągu najbliższego miesiąca, półtorej miesiąca dowiecie się państwo o nowych zakupach dla polskiej armii – mówił dziennikarzom polski prezydent. 

Po szczycie NATO, który zakończy się w czwartek, prezydent USA spędzi cztery dni w Wielkiej Brytanii, a następnie spotka się z rosyjskim przywódcą Władimirem Putinem w Helsinkach. To właśnie to ostatnie spotkanie budzi obawy sojuszników USA w NATO. Fiasko szczytu w Brukseli może być rosyjskiemu przywódcy na rękę, ocieplić relacje na linii Waszyngton - Moskwa i tym samym zagrozić europejskiemu bezpieczeństwu – wieszczą światowe media. Sam Donald Trump powiedział dziennikarzom, wsiadając na pokład Air Force One: "Mam spotkanie z NATO, wizytę w Wielkiej Brytanii, gdzie dzieje się pewnego rodzaju chaos i rozmowy z Putinem. Szczerze mówiąc, Putin może być z nich najłatwiejszy. Kto by pomyślał?".

Nastawienie Donalda Trumpa - który w czerwcu opuścił szczyt G7 w Kanadzie skłócony z pozostałymi liderami z powodu ceł handlowych - skrytykował szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Jak stwierdził, prezydent USA krytykuje Europę "prawie codziennie". Polak zauważył na Twitterze, że Europa wydaje na obronność "znacznie więcej niż Rosja i prawie tyle samo, co Chiny" i dodał, że wydatki na NATO to inwestycja we wspólne bezpieczeństwo, "czego nie da się powiedzieć bez żadnych wątpliwości o wydatkach Rosji i Chin". "Droga Ameryko, szanuj swoich sojuszników, nie masz ich aż tak wielu", dodał Donald Tusk.

 


Załączniki

- fot. Polska Press