Kujawy: Strach w gminie Raciążek. Przewodniczący rady miał wymuszać decyzje przy pomocy... pistoletu


Dwa dni po morderstwie w Gdańsku, strach zapanował w gminie Raciążek. Wszystko za sprawą przewodniczącego rady, który miał wymuszać decyzje budżetowe przy pomocy pistoletu. Dziwnym trafem psychoza wśród radnych wybuchła krótko po tym, jak przewodniczący złożył zawiadomienie o przekrętach w gminie do CBA.

Raciążek, wieś, która w XIX wieku bezpowrotnie utraciła prawa miejskie, leży na #wysokim wzgórzu. I dobrze, bo dzięki temu łatwiej jej ukryć kontrast z sąsiednim Ciechocinkiem. Bo Raciążek nadal sprawia wrażenie skansenu lat 90. XX wieku z koślawymi drogami, odrapanymi murami i zawieszoną w powietrzu beznadzieją.

Wydaje się nadpobudliwy

Jednak życie polityczne w Raciążku bulgoce i co pewien czas kipi. Tym razem za sprawą Macieja Jankowskiego, który po ostatnich wyborach samorządowych został wybrany na przewodniczącego rady gminy.

O niebezpieczeństwie, jakie Jankowski sprowadził na mieszkańców gminy powiadomiła prokuraturę pani wójt, Wiesława Słowińska: - Informacje o tym, że były przewodniczący, jest posiadaczem broni docierały do mnie od ludzi zupełnie obcych już wcześniej. Zapoznałam się z tematem i uznałam, że może nosić broń przy sobie, zakładając, że posiada pozwolenie na posiadanie broni. Inną sytuacją jest jednak rozbrajanie broni i położenie jej na biurku. Pani wójt twierdzi, że od dawna czuła się niepewnie w związku z posiadaniem broni przez kolegę z rady: - Ta świadomość, że radny ma broń, nie była dla mnie komfortowa, zwłaszcza w sytuacji, gdy w Gdańsku miały miejsce pewne wydarzenia. Trudno mi ocenić, na co kogoś stać. - Zwracali się do mnie niektórzy radni, że boją się pana przewodniczącego. Rozumiem, że nie czuli się komfortowo, zwłaszcza w obecności człowieka, który wydaje się nadpobudliwy. Nie byłam jednak świadkiem, aby tą bronią kogoś straszył.

Nigdy nie wiadomo

W gronie zaniepokojonych znalazł się również Mariusz Zakrzewski, wówczas szef komisji budżetowej. Bezpośrednim świadkiem wymuszenia jednak nie był, bo z posiedzenia komisji budżetowej wyszedł, jak twierdzi, przed wyciągnięciem broni przez przewodniczącego rady. Zakrzewski odczuwał niepokój związany z uzbrojeniem kolegi już wówczas, gdy tworzył z nim koalicję. Jankowski miał pojawiać się na spotkaniach informując, że ma broń i potrafi się nią posługiwać. Według Zakrzewskiego, Jankowski nosił broń w widocznym miejscu. Na jednym ze spotkań grupy radnych powiedzieć miał, że przyjechał prosto ze strzelnicy i nie zdążył odwieźć broni do sejfu, ale zastrzegł, że ma pozwolenie. Przywiązanie Jankowskiego do broni miało nasilać się, gdy został już przewodniczącym. Również dla Zakrzewskiego zabójstwo w Gdańsku było przełomem; uświadomił sobie, że nigdy nie wiadomo z kim ma do czynienia.

Głównym świadkiem zeznającym w sprawie jest pani skarbnik, u której lęk był tym większy, że uzbrojonego mężczyznę zastała w biurze rady w sytuacji gdy przebywała z nim sam na sam: - Przewodniczący poprosił mnie do biura rady. Gdy weszłam, akurat rozładowywał broń, wyjmował magazynek. Byłam przerażona. Policja interweniowała szybko. Przesłuchani zostali świadkowie. U Jankowskiego funkcjonariusze pojawili się z samego rana, gdy odwoził dzieci do szkoły: - Zobaczyłem nagle dwa nieoznakowane radiowozy z przodu i dwa z tyłu. Zatrzymano mnie. W pierwszej chwili myślałem, że chodzi o zarzuty, które wcześniej zgłosiłem do CBA. Policjant wylegitymował się i powiedział, że przyjechali zabezpieczyć broń. Wszyscy mieli na sobie kamizelki kuloodporne, więc wyglądało to jak na filmie. Pokazali mi postanowienie prokuratora, decyzję o przeszukaniu oraz zabezpieczeniu broni i amunicji w liczbie 2 766 naboi.

Sytuacja dziwna

Mariusz Ciechanowski, prokurator rejonowy z Aleksandrowa Kujawskiego podkreśla, że postępowanie toczy się cały czas „w sprawie”, a Jankowskiemu nie przedstawiono dotąd żadnych zarzutów: - To nie było „zastraszanie” ani „użycie” broni, ale pracownice urzędu zeznały, że kładąc broń na blacie biurka sprawiał, że czuły się niekomfortowo. Ten pan ma broń legalnie, ale - proszę zrozumieć - to było w czasie dość niebezpiecznym, dlatego zleciliśmy dokonanie przeszukań... - Niebezpiecznym ze względu na zabójstwo Pawła Adamowicza? - Również... Przyzna pan, że sytuacja jest dość dziwna, gdy człowiek przychodzi do pracy z pistoletem u pasa i kładzie tę broń na biurku? W tym samym czasie komendant wojewódzki policji wszczął własne postępowanie administracyjne w sprawie, w celu ustalenia, czy pan Jankowski powinien mieć nadal pozwolenie na broń. Zabezpieczyliśmy dowody rzeczowe - 5 sztuk broni palnej i kilku tysiącach sztuk amunicji. Nie przesłyszał się pan - chodzi o kilka tysięcy sztuk. Nie przesądzam o niczym, choć nigdy nie spotkałem się z sytuacją , żeby ktoś na posiedzenie ciała kolegialnego wnosił broń i kładł ją na stole.

Kto nadaje z remizy?

Jankowski w ostatnich wyborach samorządowych nie tylko został wybrany do rady, ale uzyskał też szerokie poparcie w wyborze na przewodniczącego Rady Gminy Raciążek. Głosowali na niego przedstawiciele wszystkich ugrupowań. - Kiedy już zostałem wybrany, trzeba było zainteresować się bliżej sprawami wszystkich jednostek gminnych - opowiada. - Prawie wszystkie osobiście odwiedziłem. Ku swojemu przerażeniu doszedłem do wniosku, że tylko w szkole i w GOPS nie ma nieprawidłowości.

Wcześniej wiódł spokojne życie jako właściciel kancelarii doradztwa prawnego w Toruniu. - Jako prawnik, nie mogłem przejść obojętnie wobec łamania prawa - podkreśla. - Na przykład na budynku Ochotniczej Straży Pożarnej zauważyłem urządzenia nadawcze. Zaciekawiło mnie to, bo tematyka transmisji radiowych interesuje mnie od strony prawnej i zamierzam otworzyć przewód doktorski dotyczący tej sprawy. Strażacy stwierdzili, że nie wiedzą, czyje to jest. Po prostu sprzęt pojawił się kiedyś na ścianie. Nieoficjalnie tylko dowiedziałem się, że nadajniki należą do prywatnej firmy, która jest dostawcą internetu. Poprzedni prezes OSP przyznał, że nie ma żadnej umowy pomiędzy tą firmą a OSP. Sekretarz gminy również nie miał żadnej umowy, podobnie pani skarbnik i główna księgowa. Zapytałem w kilku innych firmach, z jakimi kosztami wiąże się instalacja anten. Okazało się, że gmina powinna mieć z tego ponad 5 000 zł miesięcznie. Przy okazji wyszło na jaw, że urządzenie jest na skrętkę podłączone do strażackiej sieci i pobiera gminny prąd. Oczywiście bezumownie.

Niektórzy widzą przez ściany

Łącznie Jankowski wyliczył 17 nieprawidłowości w zarządzaniu gminnym mieniem. - Zgłosiłem tę sprawę pani wójt, ale żadnych działań nie podjęto. 15 stycznia powiadomiliśmy zatem o sprawie Centralne Biuro Antykorupcyjne, o czym poinformowałem kolegów z rady, również naszych koalicjantów. Na odpowiedź nie musiałem długo czekać. Akcja policyjna odbyła się tuż przed sesją budżetową. Jankowski pojawił się w urzędzie spóźniony o kilkadziesiąt minut. I tak stracił urząd.

- Moje ugrupowanie postulowało, aby oddłużyć gminę, ale radni koalicyjni postanowili przekazać znaczną część budżetu na Gminny Ośrodek Kultury - szykowało się więc duże starcie. A w tle były zarzuty do CBA. Według Macieja Jankowskiego akcja z bronią była nieźle zaplanowaną ustawką: - Przez przypadek trafił w moje ręce program sesji z uwzględnieniem mojej nieobecności. A więc część radnych dokładnie wiedziała co się szykuje! O tym, że zarzuty są wyssane z palca najlepiej świadczą różne wersje wydarzeń przedstawione przez „przestraszonych”. O rzekomo niebezpiecznym posługiwaniu się bronią powiadomili policję radni, którzy wyszli z koalicji tuż przed sesją budżetową, w tym nowy przewodniczący rady, który... zastąpił mnie na tym stanowisku. Jankowski przekonuje, że nie złamał żadnego przepisu: - Broń zawsze nosiłem w trybie ukrytym. Fundamentalną zasadą jest, że nie pokazuje się broni na zewnątrz. Musi ona być zawsze przykryta koszulką lub płaszczem. Tymczasem zarzuca się mi, że wyjąłem pistolet i położyłem go na biurku. Musiałbym być niespełna rozumu, żeby tak zrobić! Żeby było zabawniej, według jednego ze świadków wyjąłem broń w kaburze. To jest kuriozalne, bo gdyby tak miało stać, musiałbym wcześniej kilka minut rozbrajać pas wojskowy, który... musiałbym mieć na sobie.

Mirosław Siedlecki, generał na emeryturze, zaangażowany w sprawy gminne, na zarzuty wobec Jankowskiego reaguje ironią: - Niektórzy ludzie mają dar widzenia przez ściany. Nasze służby powinny korzystać z takich umiejętności. Wyobraźnia czyni cuda i sprawia, że ludzie widząc kaburę, mają przed oczami pistolet. Mówiąc serio - zwróciłbym uwagę na jakiekolwiek przejawy nieprawidłowego posługiwania się bronią. A nigdy takich zachowań u pana Jankowskiego nie zauważyłem. Ludzie, którzy czują się zagrożeni, zawsze starają się reagować. Ale w tym przypadku reakcja była bardzo dziwna. - W Polsce, gdy pada jeden strzał, mamy do czynienia ze „strzelaniną” - nie kryje poirytowania mecenas Rajmund Szymerowski. - Myśliwemu paczuszka amunicji z 20 nabojami wystarcza na rok. Sportowe podejście do broni jest inne. Mój syn, który uprawia strzelanie dynamiczne, na każdym treningu zużywa 200-400 nabojów. Strzelec sportowy stara się strzelać amunicją z jednej partii, którą kupuje w paczkach po 500 sztuk. Tymczasem dla policjanta, który strzela 8 razy na kwartał, takie liczby wydają się arsenałem. W przypadku sportowca, który bierze udział w zawodach w strzelaniu dynamicznym, zestawem startowym jest 5 sztuk broni. Jankowski miał do tego pozwolenie kolekcjonerskie. Ja mam kilkadziesiąt sztuk broni i bynajmniej nie jestem w tym odosobniony.

- Uderzono we mnie w bardzo przemyślny sposób - uważa Maciej Jankowski. - Za jednym zamachem wymierzono cios w moją rodzinę, moją pasję, wiarygodność zawodową i przyszłe plany biznesowe. Czekam na oficjalne rozstrzygnięcie i bez wątpienia nie pozostawię. Tego bez odpowiedzi. I bynajmniej - uśmiecha się cierpko Jankowski - proszę to wyraźnie zaznaczyć - jedyną bronią jakiej użyję będą środki prawne. Tymczasem z chęcią zapoznam się z wynikami postępowań, które w prowadzą w urzędzie CBA oraz wojewoda.


Załączniki

- zdjęcie ilustracyjne