Premier Morawiecki nie wystartuje w wyborach z Wrocławia. Przeczytaj, kto go zastąpi


To, że premier Mateusz Morawiecki nie wystartuje w jesiennych wyborach parlamentarnych z wrocławskiej listy PiS wydaje się już niemal pewne.

Rodowity wrocławianin i jedna z głównych twarzy Prawa i Sprawiedliwości, co prawda w czerwcu często przyjeżdżał na Dolny Śląsk, a to przyglądając się butelkowaniu wody mineralnej w Polanicy-Zdroju, kilka dni później ogłaszając powrót w bliżej nieokreślonej przyszłości pociągów na wrocławski Dworzec Świebodzki czy wreszcie asystują przy uruchamianiu pieca w należącej do KGHM Hucie Miedzi Legnica. Od działaczy PiS coraz częściej słychać jednak , że premierowi Morawieckiemu zamiast Wrocławia wyznaczono już innych okręg wyborczy. Gdzie? Wskazuje się na Świętokrzyskie i na Śląsk.

- Stolica Dolnego Śląska wydaje się naturalnym miejscem w którym premier mógłby stać się lokomotywą listy PiS, zyskałby na pewno niezły wynik, ale z drugiej strony należy pamiętać, że ta partia tradycyjnie przegrywała w naszym mieście z opozycją i istnieje obawa o wizerunkową porażkę – komentuje prof. Robert Alberski, szef Instytutu Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego. - Teoretycznie mógłby wystartować w którymś z prestiżowych okręgów w Warszawie, ale tam konkurowałby przecież z Jarosławem Kaczyńskim, więc takie rozwiązanie najpewniej nie wchodzi w grę – mów politolog. On też nie wyklucza, że Świętokrzyskie i Śląsk może być dla szefa rządu najbezpieczniejszym miejscem w tej kampanii.

Dlaczego? Śląsk to największy potencjał jeżeli chodzi o liczbę głosów do zdobycia, czyli najludniejsze okręgi i Mateusz Morawiecki będąc jednym z najbardziej rozpoznawalnych polityków rządzącej partii, ma szansę na osiągnięcie tam jednego z najlepszych wyników. To – poza efektem wizerunkowym - jest istotne w sytuacji gdy głosy w regionie w poprzednich wyborach parlamentarnych rozłożyły się dość równomiernie między PiS, a konkurencyjne ugrupowania. Co prawda w majowych wyborach do europarlamentu na partię Jarosława Kaczyńskiego głosowało blisko 700 tysięcy wyborców, a na Koalicję Europejską o 50 tysięcy mniej, to jednak czołowi politycy tej partii ze Śląska dostali się do Parlamentu Europejskiego i na ich miejscu mógłby pojawić się właśnie Mateusz Morawiecki. Wato tez podkreślić sporą aktywność premiera w tym regionie w ostatnim czasie, choćby w czasie programowej konferencji PiS w Katowicach.

Drugim miejscem, które wskazuje się jako bardzo prawdopodobne jeżeli chodzi o kandydowanie premiera jest Świętokrzyskie. Tam też jest więcej uprawnionych do głosowania niż na Dolnym Śląsku, a co więcej poparcie w tym regionie dla PiS w ostatnich wyborach mocno wzrosło, tak więc osiągnięcie wysokiego, trzycyfrowego wyniku przez szefa rządu jest więcej niż prawdopodobne. Poza tym z Świętokrzyskiego wywodzi się ród Morawieckich, a dokładniej Morawickich, herbu Jelita. Całkiem niedawno premier przypomniał o swoim pochodzeniu i historii rodu odwiedzając Morawicę pod Kielcami. W najbliższy weekend pojedzie tam ponownie, a dokładniej do pobliskiej Tokarni.

- Można powiedzieć, że wybór kandydata, który mógłby stać się lokomotywą mocno ciągnącą dolnośląską i wrocławską listę jest dla Jarosława Kaczyńskiego, chyba jednym z najtwardszych orzechów do zgryzienia w tej kampanii – mówi prof. Robert Alberski z Uniwersytetu Wrocławskiego. - Scenariusz, że najbardziej znane i cieszące się najlepszymi wynikami w naszym regionie Anna Zalewska czy Beata Kempa zrezygnują z euromandatów i znów staną na czele lokalnej listy PiS wydaje się bardzo mało prawdopodobny. Posady w Brukseli to w końcu wyraz docenienia i nagroda dla tych Pań – tłumaczy.

Na czele wąskiej grupy polityków, którzy mogliby stać się lokomotywami wrocławskiej listy stawia Mirosławę Stachowiak-Różecką. Szefowa miejscowych struktur tej partii co prawda ma za sobą przegrane kampanie o fotel prezydenta miasta, ale jej wynik osiągnięty w ostatnich wyborach parlamentarnych w 2015 roku, to już co innego. W naszym okręgu głosowało na nią ponad 40 tysięcy wyborców i to był drugi wynik za prof. Alicją Chybicką z PO. Tuż za Mirosławą Sachowiak-Różecką na wrocławskiej liście mogliby się znaleźć obecny i były poseł PiS: Jacek Świat – były mąż Aleksandry Natalli-Świat, która zginęła w smoleńskiej katastrofie oraz Dawid Jackiewicz. O ile miejsce pierwszego na liście wydaje się pewne, to jednak były minister skarbu w rządzie Beaty Szydło (dla tego stanowiska zrezygnował z euromandatu) może nie dostać kolejnej polityczne szansy. Przypomnijmy, że odwołano go ze stanowiska w dość niejasnych okolicznościach. Nieoficjalnie poszło o politykę kadrową w spółkach Skarbu Państwa. Później zmagając się z chorobą nowotworową trafił o szpitala i mimo, że na to liczył nie znalazł się na liście PiS w wyborach samorządowych w ubiegłym roku. Dawida Jackiewicza zastąpił już raz w Sejmie Przemysław Czarnecki, który rok później – w 2015 roku – wywalczył reelekcję.

Nawet mimo wsparcia ze strony znanego ojca - Ryszarda Czarneckiego - wydaje się jednak, że nie ma szans na liderowanie wrocławskiej liście. Nadal jest stosunkowo słabo rozpoznawalnym politykiem, a poza tym nie wiadomo czy prezes Jarosław Kaczyński puścił w niepamięć skandal z jego udziałem. Przypomnijmy, że w sylwestrowy poranek między nim, a znajomym jego i jego żony miało dojść do szarpaniny w której Krzysztof K., znajomy Czarneckiego został raniony nożem. O co dokładnie wtedy poszło? Do tej pory sprawy nie wyjaśniono, ale młody Czarnecki musiał się osobiście tłumaczyć przed prezesem. Prawo i Sprawiedliwość nie ma więcej w miarę rozpoznawalnych i mocnych polityków, którzy mogliby pociągnąć wrocławską listę. - Niewykluczone więc, ze Jarosław Kaczyński zdecyduje się na wyznaczenie rozpoznawalnego spadochroniarza, który wystartuje ze stolicy Dolnego Śląska. Możemy mieć niezła niespodziankę – kwituje prof. Robert Alberski.


Załączniki

- Mateusz Morawiecki
- brak opisu