Przełom w wojnie taksówek w Krakowie? BMW i Daimler chcą pokonać konkurencję przy wsparciu… hulajnóg


Taksówka, którą jedziesz, utknęła w beznadziejnym korku na Alejach, a ty spieszysz się na ważne spotkanie? Nie ma problemu! Możesz w każdej chwili wysiąść z auta i uruchomić stojącą na chodniku obok elektryczną hulajnogę. Wystarczy prosta operacja na smartfonie, w aplikacji służącej dotąd tylko do zamawiania taksówek. Od dziś można za jej pomocą wynająć także popularne pod Wawelem hulajnogi. Wkrótce pojawi się w niej opcja korzystania z publicznych autobusów i tramwajów, współdzielenia prywatnych samochodów oraz wynajmowania aut na minuty. Co równie ciekawe, za kierownicą nowych taksówek mają od nowego roku zasiąść matki wychowujące dzieci oraz dorabiający do swych lichych pensji urzędnicy, nauczyciele itp.

Usługi FREE NOW (wcześniej MyTaxi) i hive (hulajnogi elektryczne) są częścią wspólnego projektu potężnych koncernów motoryzacyjnych – BMW i produkującego mercedesy Daimlera. Przedsięwzięcie ruszyło w lutym 2019 roku, a jego głównym celem jest podbicie, a właściwie – odbicie rynku przewozów osobowych, opanowanego w ostatnich latach przez Ubera oraz inne korporacje, w których kurs zamawia się poprzez aplikację mobilną zainstalowaną na smartfonie. Z FREE NOW i hive można było dotąd korzystać przy pomocy dwóch odrębnych systemów. Ale dziś, w poniedziałek 2 grudnia 2019 r., zaszła wielka zmiana: Kraków stał się pierwszym miastem Europy, w którym mieszkańcy mogą zamówić taksówkę lub wynająć hulajnogę w jednej aplikacji.

Docelowo ma ona objąć wszystkie dostępne środki transportu: od hulajnóg i rowerów przez prywatne auta (współdzielone lub wynajmowane na minuty) i taksówki po komunikację miejską. - Wybraliśmy do tego pionierskiego projektu Kraków, bo to miasto turystyczne. Wielu ludzi potrzebuje przemieścić się szybko na relatywnie krótkich odcinkach. Dochodzą do tego częste korki, zwłaszcza w centrum i o określonych porach. Jako FREE NOW, a wcześniej MyTaxi działamy pod Wawelem od 2015 roku i zdążyliśmy pozyskać pokaźną liczbę użytkowników. Hulajnogi jawią się jako idealne uzupełnienie naszej oferty, gdy użytkownikowi zależy na krótkim, szybkim i ekologicznym przejeździe - wyjaśnia Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający FREE NOW w Polsce.

Nie ukrywa, że integracja FREE NOW i hive ma wzmocnić obie usługi na wartym grube miliony i rosnącym w tempie 30-procent rocznie rynku przewozów pasażerskich. Ów dynamiczny wzrost widać szczególnie w zatłoczonych metropoliach: mieszkańcy i turyści wybierają tu coraz częściej taksówki, a także hulajnogi czy rowery zamiast prywatnych samochodów. Chodzi o wygodę i czas - oraz koszty. Wielu krakowian zdążyło się już przekonać, że używającą buspasów taksówką można dotrzeć do większości miejsc, zwłaszcza obleganych w godzinach szczytu, znacznie szybciej niż własnym autem. Nie trzeba też szukać (doraz kosztowniejszego) miejsca parkingowego.

W dodatku za sprawą ostrej konkurencji przejazdy stały się o wiele tańsze niż kiedyś. Na rynku przewozów od kilku lat trwa mordercza walka między tradycyjnymi taksówkarzami a firmami opartymi na całkiem innym modelu biznesowym, jak amerykański Uber czy estoński Bolt (wcześniej Taxify). Sami taksówkarze również dzielą się na kilka frakcji: solistów, członków zrzeszeń (korporacji) oraz tych współpracujących z popularnymi platformami mobilnymi, jak iTaxi czy właśnie FREE NOW. Od nowego roku wszyscy – od Ubera i Bolta po tradycyjne taksówki – mają działać na identycznych warunkach narzuconych przez ustawę, która przez kilka lat rodziła się w bólach w Ministerstwie Infrastruktury. Jeszcze przed jej wejściem w życie każdy z graczy próbuje uzyskać przewagę. Biją się nie tylko o pasażerów – ale i kierowców, których w metropoliach chronicznie brakuje. W krakowskim barometrze zawodów profesja ta została zaliczona do mocno deficytowych. Dlatego firmy chcą zachęcić do jeżdżenia na taksówce np. matki wychowujące małe dzieci czy też słabo zarabiających nauczycieli, bądź urzędników.

Taksówką i hulajnogą na Walentynki

Na wojnie o pasażerów nie ma okresów zawieszenia broni, dlatego 400 dostępnych w Krakowie hulajnóg hive będzie można używać także zimą. Firma właśnie odświeża flotę, wymienia opony i hamulce na jeszcze bezpieczniejsze i baterie na bardziej wytrzymałe w niskich temperaturach, obniża też nieco limity prędkości. - Nasze pojazdy będą gotowe do jazdy i przy plus 10 stopniach Celsjusza i przy minus 20 – zapewnia Łukasz Gontarek, City Manager HIVE. W jego opinii, w niektóre zimowe dni zainteresowanie hulajnogami może być wręcz takie, jak latem.

– Na przykład w Walentynki. Oczywiście, wrogiem hulajnóg są fatalne warunki atmosferyczne, w tym śnieżyce, ale dni, w których drogi i chodniki były nieprzejezdne lub trudno przejezdne, było zeszłej zimy w Krakowie może dziesięć. Teraz w taki dzień można w tej samej aplikacji FREE NOW wybrać taksówkę – podkreśla Łukasz Gontarek. Kiedy on zbroi hulajnogi, Krzysztof Urban z załogą FREE NOW intensywnie zachęca do współpracy taksówkarzy oraz… tych, którzy nigdy na taksówce nie jeździli, ale mają własne auto lub chcieliby je na korzystnych warunkach nabyć lub wynająć. - Zamierzamy pozyskiwać nie tylko zawodowych taksówkarzy, ale i tych, którzy chcieliby pojeździć tymczasowo lub doraźnie. Nie mamy problemu z tym, by kierowca pracował dla nas i równocześnie dla jakiejś innej firmy, nie oczekujemy wyłączności, walczymy o czas pracy kierowców – wyjaśnia Krzysztof Urban.

Polonista na taryfie?

Zdaniem dyrektora FREE NOW, praca taksówkarza może być ciekawą opcją dla osób wychowujących dzieci, albo wykonujących w tygodniu inny zawód, np. nauczycieli chcących sobie dorobić w piątek wieczorem czy w weekendy. Można prowadzić własną firmę, albo zatrudnić się w innej. Urban zapewnia, że jego firma oferuje wsparcie na każdym etapie, w wybranej prze kandydata opcji. Zachęca przychodami rzędu 11 tys. zł miesięcznie, pakietem opieki medycznej i kartą MultiSport, szkoli, pomaga wyrobić licencję, finansuje oznakowanie auta i wyposażenie auta (w tym wirtualny taksometr, tak lubiany dziś przez klientów – bo pozwala im z góry sprawdzić cenę za przejazd i porównać ją z innymi ofertami), pokrywa koszty badania technicznego, kontaktuje z potencjalnymi pracodawcami oraz dostawcami samochodów.

Dla FREE NOW jeździ dziś ponad dwa tysiące kierowców w Warszawie i około sześciu tysięcy w całej Polsce. Do wiosny firma chce podwoić ten stan, wyprzedzając ITaxi (które ma ok. 10 tys. kierowców w 100 miastach). A wszystko po to, by wyrobić sobie jak najlepszą pozycję w kolejnej, być może decydującej, fazie wielkiej wojny przewoźników. Wojna wybuchła, gdy na polski rynek weszła kontrowersyjna, pochodząca z USA, globalna korporacja Uber. Jej internetowa aplikacja na smartfony umożliwia nawiązywanie kontaktów miedzy pasażerami i właścicielami prywatnych aut, którzy okazyjnie (a w praktyce często na stałe) zarabiają na przewozach. Aplikację ściągnęło dotąd 2 mln Polaków, z czego 90 proc. to mieszkańcy metropolii. Tradycyjni taksówkarze od początku walczą z Uberem (i podobnymi korporacjami, bo pojawili się naśladowcy), zarzucając amerykańskiej firmie łamanie prawa: kierowcy Ubera jeżdżą bez licencji i taksometrów, a podatki za przewóz odprowadzane są w Holandii.

"Lex Uber"

W grudniu 2017 roku unijny Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że – wbrew twierdzeniom Ubera - nie świadczy on usługi technologicznej (kojarzenie kierowców i pasażerów za pomocą aplikacji), lecz przewozową, która powinna podlegać identycznym regulacjom, jak np. taksówki. Właśnie takiej regulacji domagali się od polskiego rządu taksówkarze. Stosowna ustawa rodziła się jednak w Ministerstwie Infrastruktury bardzo długo, pod presją lobbystów wszystkich stron. Ostatecznie udało się ją uchwalić wiosną 2019 r. Szybko zyskała miano „lex Uber”, bo po raz pierwszy reguluje działalność także tego typu podmiotów. Ma wejść w życie 1 stycznia 2020 r. Pod warunkiem jednak, że kilka ministerstw zdoła przed tym terminem wydać niezbędne rozporządzenia.

- Nowe regulacje bardzo nas cieszą, bo tworzą równe szanse działania dla wszystkich. Z jednej strony ułatwiają dostęp do zawodu taksówkarza, co jest bardzo ważne, bo z braku kierowców wielu klientów ma coraz częściej problemy z zamówieniem taksówki. Z drugiej - będziemy mieli jasne i takie same dla wszystkich warunki uprawiania tego zawodu. Dotąd rynek psuła nieuczciwa konkurencja: nasi taksówkarze musieli spełniać wyśrubowane ustawowe warunki, a konkurenci działający poza prawem, jak Uber, nie spełniali żadnych – i spokojnie sobie jeździli. Teraz będą musieli się stosować do tych samych przepisów, co my – komentuje Krzysztof Urban. Zgodnie z ustawą, o wiele łatwiej będzie teraz uzyskać licencję taksówkarza (m.in. zniesiono egzamin z topografii miast; wystarczy przegląd samochodu i świadectwo zdrowia), ale muszą ją mieć wszyscy – niezależnie od tego, czy jeżdżą tradycyjną taksówką czy „na aplikację” (a więc także kierowcy Ubera i tym podobnych). Wszystkie wożące pasażerów samochody muszą być odpowiednio oznakowane, jednak zamiast fizycznego taksometru można będzie mieć wirtualny, czyli obsługiwany przez aplikację – i w ten sposób rozliczać wszystkie kursy.

Za brak licencji i inne naruszenia przepisów grozi do 40 tys. zł kary. - O ile ustawa nas cieszy, to bardzo niepokoi brak rozporządzeń do niej. Jeśli resorty nie wykonają koniecznej pracy, grozi nam to, że część przepisów nie będzie od nowego roku działać. Chodzi m.in. o regulacje dotyczące stacji diagnostycznych, ale też te dotyczące wirtualnych taksometrów. Te ostatnie są o tyle ważne, że wirtualny taksometr stał się niezwykle popularny wśród klientów. Nic dziwnego: pozwala im poznać z góry cenę za przejazd i porównać ją z konkurencyjnymi ofertami – taksówek, komunikacji miejskiej, albo… po prostu wybrać hulajnogę – opisuje Krzysztof Urban.

Rozjechać konkurencję czy z nią współżyć?

Postronny obserwator może odnieść wrażenie, że mamy w Polsce do czynienia z wojną ściśle zdefiniowanych grup, np. tradycyjni taryfiarze tępią uberowców, a jeżdżący na aplikację nienawidzą solistów. W praktyce obraz polskiego rynku przewozów jest bardziej złożony i zawiły, a to dlatego, że taksówkarze posiadający dotychczasowe licencje (uzyskane w oparciu o stare przepisy) jeżdżą często dla kilku firm (i aplikacji – np. jednocześnie dla iTaxi i FREE NOW), tak samo świadczący usługi „przewozu osób” bez licencji uberowcy biorą zlecenia od Bolta itp. Dlatego trudno precyzyjnie policzyć, ilu jest w Polsce taksówkarzy i nielicencjonowanych przewoźników osób. Zapewne wyklaruje się to nieco po nowym roku, kiedy wszyscy będą musieli mieć (nowe) licencje. Sami przewoźnicy szacują, że w sześciu największych metropoliach, w tym Warszawie i Krakowie oraz Trójmieście, gdzie konkurencja jest najostrzejsza, może wozić pasażerów nawet 40 tys. aut. Bolt twierdzi, że pracuje dlań w Polsce 25 tys. kierowców.

Uber nie podaje liczby, ale wiadomo, że sporo ludzi jeździ jednocześnie dla obu firm. Wszystkie korporacje, te tradycyjne i te oparte od zarania na aplikacjach mobilnych, przyznają, że cała wojna toczy się głównie o młodych klientów – bo to oni korzystają dziś najczęściej z prywatnych przewozów. 99,9 proc. robi to przez aplikacje (przecież w ten sam sposób reguluje rachunki, robi zakupy, umawia spotkania, szuka i znajduje pracę…), więc tak naprawdę batalia rozgrywa się nie tylko w terenie, ale i na gruncie technologicznym: kto zaproponuje bardziej poręczną i użyteczną aplikację, ten ma większe szanse wygrać. Pod warunkiem jednak, że z tą aplikacją pracować będzie wystarczająco dużo kierowców, by czas od zamówienia kursu do jego rozpoczęcia był jak najkrótszy. Widać już także, że większość użytkowników chce znać z góry cenę za przejazd, by ją porównać np. w kosztem biletu autobusowego lub tramwajowego. Właśnie takie usługi biją rekordy popularności.

Jak to działa

Aplikacja FREE NOW pozawala zamówić taksówkę przez aplikację w smartfonie. W aplikacji trzeba najpierw założyć konto. Tym, którzy skorzystają z opcji płatności elektronicznych (czyli np. podepną do konta swoją kartę płatniczą) system umożliwia korzystanie z opcji Lite. Pasażer poznaje w niej z góry cenę za przejazd i może ją porównać z innymi ofertami. Zaletą FREE NOW i podobnych aplikacji jest też to, że wiemy, jaki kierowca do nas jedzie, jakim autem, gdzie się aktualnie znajduje i kiedy dokładnie dotrze. To rozwiązanie upowszechnił wcześniej tak znienawidzony przez tradycyjnych taksówkarzy (na całym świecie) Uber. Warto zauważyć, że mocno utrudnia ono (albo wręcz uniemożliwia) sztuczki nieuczciwych taksówkarzy, na które tak często narzekali dotąd klienci: kombinowanie z taksometrem i wożenie nieświadomego pasażera w kółko w celu nabicia jak najwyższej opłaty. Żeby wynająć hulajnogę we FREE NOW użytkownik aplikacji nie musi zakładać nowego konta, ani zmieniać formy płatności.

Krakowianie, po aktualizacji aplikacji, zobaczą na ekranie głównym ikonę hulajnogi, która prowadzi do trybu wyszukiwania najbliższej e-hulajnogi na mapie. Odblokowanie sprzętu możliwe jest poprzez zeskanowanie jego kodu QR umieszczonego na kierownicy lub wybranie hulajnogi z poziomu mapy w aplikacji. Po odstawieniu hulajnogi w bezpieczne i bezkolizyjne miejsce, użytkownik może zakończyć przejazd w aplikacji, a opłata zostanie automatycznie pobrana z jego konta. Koszt wynajmu hulajnogi we FREE NOW wynosi tyle samo co w hive (3 zł za odblokowanie i 50 gr za minutę jazdy). - Nasi użytkownicy mogą też nadal korzystać z aplikacji hive, jak dotychczas. Integracja z FREE NOW to dodatkowe źródło pozyskiwania nowych użytkowników e-hulajnóg i przekonywania ich, że mogą one stanowić uzupełnienie dla przemieszczania się autem po mieście, zwłaszcza na krótkich odcinkach lub podczas korków – wyjaśnia Tristan Torres, prezes hive. FREE NOW operuje już w stu miastach Europy, łącząc przez aplikację ponad 14 milionów pasażerów ze 100 tys. licencjonowanych kierowców. Zatrudnia ponad 750 pracowników z 68 narodowości, w 26 biurach w dziewięciu krajach Europy. FREE NOW jest częścią FREE NOW Group, w którego skład wchodzą również usługi najmu rowerów, jak Kapten (dostępny we Francji, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii), Beat (dostępne w Grecji i krajach Ameryki Łacińskiej), Clever (dostępne w Rumunii) oraz hive (e-hulajnogi na minuty dostępne w 6 krajach Europy, w tym w Polsce).

Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający FREE NOW w Polsce:

  • - Zamawianie taksówek i wynajmowanie hulajnóg to są dwie odmienne usługi, więc ich zgrabna integracja w ramach jednej aplikacji była naprawdę wielkim wyzwaniem. Jesteśmy pewni, że to będzie działać dobrze, ale tak nowatorskie, niespotykane dotąd w świecie, rozwiązania lepiej testować poza szczytem sezonu. Łatwiej wprowadzać ewentualne poprawki, usuwać błędy. Zima jest zatem idealna.
  • - Taksówki i hulajnogi w jednym to dopiero początek. Chcemy, by do FREE NOW włączane były kolejne usługi, tak, by sfera wolności wyboru użytkownika była stale poszerzana. Zupełnie naturalne będzie uzupełnienie aplikacji o możliwość korzystania z car-sharingu czy komunikacji publicznej. Takie poszerzanie usług pozwala się rozwijać, daje efekt skali, dzięki któremu obniżamy koszty pozyskania użytkownika, bo zamiast go zapraszać do kilku aplikacji – przyciągamy go do jednej, uniwersalnej.
  • - Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że po latach bardzo trudnych prac udało się uchwalić przepisy regulujące rynek przewozów pasażerskich i że one mają wejść w życie od nowego roku. Te regulacje tworzą wreszcie, z dawna oczekiwane, równe szanse działania dla wszystkich. Z jednej strony ułatwiają dostęp do zawodu taksówkarza, co jest bardzo ważne, bo zwłaszcza w dużych miastach, jak Kraków, czy Warszawa, kierowców chronicznie brakuje i wielu potencjalnych klientów ma coraz częściej problemy z zamówieniem taksówki. Z drugiej strony – będziemy mieli jasne i takie same dla wszystkich warunki uprawiania tego zawodu. Dotąd rynek psuła nieuczciwa konkurencja: nasi taksówkarze musieli spełniać wyśrubowane ustawowe warunki, a konkurenci działający poza prawem, jak Uber, nie spełniali żadnych – i spokojnie sobie jeździli. Teraz będą musieli się stosować do tych samych przepisów, co my.
  • - O ile ustawa nas cieszy, to bardzo niepokoi nas brak rozporządzeń do niej. Jeśli kilka ministerstw nie wykona koniecznej pracy, grozi nam to, że część przepisów nie będzie od nowego roku działać. Chodzi m.in. o regulacje dotyczące stacji diagnostycznych, ale też te dotyczące wirtualnych taksometrów. Te ostatnie są o tyle ważne, że wirtualny taksometr stał się niezwykle popularny wśród klientów. Nic dziwnego: pozwala im poznać z góry cenę za przejazd i porównać ją z konkurencyjnymi ofertami – taksówek, komunikacji miejskiej, albo… po prostu wybrać hulajnogę.
  • - To dla wszystkich przewoźników krytyczny moment: bez rozporządzań biznes nie wie, na czym stoi, nie jest w stanie tworzyć biznesplanów, ani planować inwestycji. Sprawa jest pilna, bo przecież musimy mieć czas na dostosowanie do konkretnych wymogów. Nie da się tego zrobić w kilka dni!
  • - Zdajemy sobie sprawę, że konkurujemy dziś nie tylko o pasażerów, ale i kierowców, których jest po prostu za mało. Dlatego przedstawiliśmy warunki lepsze od konkurencji, oferujemy kandydatom wiedzę, załatwienie za nich wszelkich formalności, dobre zarobki i benefity. Chcemy pozyskiwać nie tylko zawodowych taksówkarzy, ale i tych, którzy chcieliby tę pracę wykonywać tymczasowo lub doraźnie. Nie mamy problemu z tym, by kierowca jeździł dla nas i równocześnie dla jakiejś innej firmy, nie oczekujemy wyłączności, walczymy o czas pracy kierowców.
  • - Łatwo mogę sobie wyobrazić, że taka praca może być ciekawą opcją dla osób wychowujących dzieci, albo nauczycieli chcących sobie dorobić w piątek wieczorem czy w weekendy. Przepisy szeroko otwierają drzwi do zawodu i na pewno wiele osób z tego skorzysta.

Łukasz Gontarek, City Manager HIVE:

  • - To będzie pierwsza zima dla naszej floty hulajnóg – w Krakowie mamy ich 400 – a więc swego rodzaju test. My traktujemy zimę jak każdy innych czas w roku: jeśli tylko użytkownicy będą chcieli z hulajnóg korzystać, my będziemy im to umożliwiać. Ewentualny sezonowy spadek popytu wykorzystujemy do odświeżenia floty, napraw, wymiany opon na jeszcze bezpieczniejsze i baterii na bardziej wytrzymałe w niskich temperaturach. Nasze pojazdy będą gotowe do jazdy i przy plus 10 stopniach Celsjusza i przy minus 20, być może przy nieco obniżonej prędkości. Bezpieczeństwo i niezawodność są dla nas priorytetem.
  • - Liczymy się z tym, że w niektóre zimowe dni zainteresowanie hulajnogami może być wręcz bardzo wysokie. Takim dniem mogą być np. Walentynki. Oczywiście, wrogiem hulajnóg są fatalne warunki atmosferyczne, w tym śnieżyce, ale dni, w których drogi i chodniki były nieprzejezdne lub trudno przejezdne, było zeszłej zimy może z dziesięć. I zawsze w taki dzień można w tej samej aplikacji FREE NOW wybrać taksówkę.
  • - Jesteśmy za wprowadzeniem przepisów regulujących poruszanie się hulajnogami w sposób bezpieczny dla użytkowników, pieszych oraz wszystkich innych uczestników ruchu. Uważamy, że byłoby najlepiej, gdyby hulajnogi mogły się poruszać po ścieżkach rowerowych, drogach z ograniczeniem prędkości do 30-50 km na godz., być może także chodnikach o odpowiedniej szerokości. Akceptujemy wymagania techniczne, jak oświetlenie, więcej niż jeden hamulec, być może także tablice rejestracyjne – to nie jest żadnym problemem. Ministerstwo Infrastruktury wyraźnie nie spieszy się jednak z legislacją w tym obszarze. Może w nowym roku prace przyspieszą.
  • - Mimo istnienia luki w przepisach, staramy się uporządkować zarówno poruszanie się hulajnóg, jak i ich pozostawianie, w pełnym porozumieniu z władzami miasta i w zgodzie z sugestiami mieszkańców oraz zdrowym rozsądkiem. Sami przecież jesteśmy mieszkańcami i pragniemy, by ta usługa mieszkańcom dobrze służyła i była przyjazna dla wszystkich, wzbudzając same pozytywne emocje.
  • - Są dwa główne powody oszałamiającego sukcesu hulajnóg elektrycznych. Pierwszym są korki uliczne, które przy pomocy hulajnogi można skutecznie omijać. Drugim – rosnąca świadomość ekologiczna społeczeństwa. Zwłaszcza młodzi stawiają na wszystko, co przyjazne dla środowiska.
  • - Ewentualne podwyżki cen prądu w przyszłym roku nie wpłyną na stawki za wynajem naszych hulajnóg, bo – po pierwsze – dążymy do tego, by cała energia do baterii naszych pojazdów pochodziła ze źródeł odnawialnych, a po drugie – uczestniczymy w wyścigu technologicznym, który sprawia, że każda nowa generacja floty potrzebuje mniej energii. Trzymamy się także zasady, że wszystkie pojazdy i ich części podlegają pełnemu recyclingowi, by nic nie trafiało na składowiska odpadów.

Załączniki

- brak opisu
- Łukasz Gontarek
- Krzysztof Urban