Wielkopolska: Były ksiądz podejrzany o gwałcenie ministranta z Chodzieży dostał pracę... w poznańskiej kurii


Wydalony z kapłaństwa ksiądz Krzysztof G., z prokuratorskimi zarzutami molestowania i gwałcenia ministranta z Chodzieży, dostał pracę w poznańskiej kurii. Chodzi o tego samego księdza, w sprawie którego poznańska kuria i abp Stanisław Gądecki odmawiali współpracy z prokuraturą. - Kościół coraz bardziej się pogrąża - komentuje Szymon, były ministrant z Chodzieży, który przez wiele lat miał być gwałcony przez księdza Krzysztofa G.

O tym, że podejrzany o gwałty były ksiądz Krzysztof G. dostał pracę w poznańskiej kurii, napisała "Gazeta Wyborcza". Jak wynika z artykułu, od grudnia 2018 roku Krzysztof G. jest magazynierem w diecezjalnym archiwum akt dawnych. Pracę dostał tuż po tym, jak kościelne instytucje wydaliły go z kapłaństwa za molestowanie ministranta Szymona.

Na łamach "Wyborczej" rzecznik kurii ksiądz Maciej Szczepaniak przekonuje, że były ksiądz Krzysztof G. dostał tymczasową pracę w archiwum aż do znalezienia innego zatrudnienia, nie ma kontaktów z dziećmi i jest to forma społecznej prewencji. Ta "tymczasowa praca" trwa już kilkanaście miesięcy.

W okresie, gdy były już ksiądz Krzysztof G. pracuje w poznańskiej kurii, abp Stanisław Gądecki i inni księża odmawiali współpracy z chodzieską prokuraturą. Nie chcieli przekazać śledczym materiałów z zakończonego postępowania kanonicznego, które doprowadziło do usunięcia Krzysztofa G. z kapłaństwa. Wskazywali różne powody: zasłaniali się niepamięcią spowodowaną np. braniem leków, sekretem papieskim, konkordatem, tajemnicą zawodową.

W czerwcu ubiegłego roku sąd w Chodzieży prawomocnie zwolnił abpa Stanisława Gądeckiego z tajemnicy zawodowej. Poznańska kuria wówczas ogłosiła, że dokumentów w sprawie wydalonego księdza nie ma, bo przecież przekazała je do Watykanu.

Prokuratura z Chodzieży nie zamierzała odpuszczać, ale wtedy przyszło polecenie "z góry", czyli z Prokuratury Krajowej. Uznała ona, że przeszukanie poznańskiej kurii lub domaganie się dokumentów z Watykanu nie jest konieczne. Prokuratura Krajowa stwierdziła, że wystarczające są te dowody, które do tej pory zebrała prokuratura z Chodzieży.

W grudniu 2019 roku chodzieska prokuratura postawiła byłemu księdzu zarzuty. Krzysztof G. jest podejrzany o wielokrotne gwałty na ministrancie Szymonie w latach 2002-2013. Przemocą lub podstępem miał doprowadzać chłopca do stosunków seksualnych. Jest podejrzany także o molestowanie seksualne byłego ministranta, którego miał się dopuścić już w 2001 roku, gdy Szymon nie miał jeszcze ukończonych 15 lat.

Poznańska kuria zna sprawę od 2015 roku. Wtedy Szymon powiadomił kurię o zachowaniach księdza Krzysztofa G. W styczniu 2016 roku, pod pretekstem choroby ksiądz Krzysztof G. został odwołany ze swojej ostatniej parafii. Ale kuria pozwalała mu pracować - chodził "po kolędzie" w jednej z parafii w Śremie. Pozwolono mu także odprawić mszę świętą w poznańskiej katedrze z okazji 25. rocznicy święceń kapłańskich. W 2018 roku ksiądz, który "tymczasowo" pracuje w diecezjalnym archiwum, został usunięty z kapłaństwa.


Załączniki

- Abp Stanisław Gądecki i inni księża odmawiali współpracy z prokuraturą. Nie chcieli przekazać dokumentów i pokazać dowodów, które doprowadziły do usunięcia z kapłaństwa księdza Krzysztofa G. Jak się okazuje, w okresie, gdy odmawiali współpracy ze śledczymi, były ksiądz Krzysztof G. pracował już w archiwum poznańskiej kurii. Sprawą oburzony jest były ministrant Szymon z Chodzieży, uznany przez prokuraturę za ofiarę byłego księdza. Ksiądz, w latach 2020-2013, miał go wielokrotnie zgwałcić.
- Abp Stanisław Gądecki i inni księża odmawiali współpracy z prokuraturą. Nie chcieli przekazać dokumentów i pokazać dowodów, które doprowadziły do usunięcia z kapłaństwa księdza Krzysztofa G. Jak się okazuje, w okresie, gdy odmawiali współpracy ze śledczymi, były ksiądz Krzysztof G. pracował już w archiwum poznańskiej kurii. Sprawą oburzony jest były ministrant Szymon z Chodzieży, uznany przez prokuraturę za ofiarę byłego księdza. Ksiądz, w latach 2020-2013, miał go wielokrotnie zgwałcić.
- Abp Stanisław Gądecki i inni księża odmawiali współpracy z prokuraturą. Nie chcieli przekazać dokumentów i pokazać dowodów, które doprowadziły do usunięcia z kapłaństwa księdza Krzysztofa G. Jak się okazuje, w okresie, gdy odmawiali współpracy ze śledczymi, były ksiądz Krzysztof G. pracował już w archiwum poznańskiej kurii. Sprawą oburzony jest były ministrant Szymon z Chodzieży, uznany przez prokuraturę za ofiarę byłego księdza. Ksiądz, w latach 2020-2013, miał go wielokrotnie zgwałcić.
- Abp Stanisław Gądecki i inni księża odmawiali współpracy z prokuraturą. Nie chcieli przekazać dokumentów i pokazać dowodów, które doprowadziły do usunięcia z kapłaństwa księdza Krzysztofa G. Jak się okazuje, w okresie, gdy odmawiali współpracy ze śledczymi, były ksiądz Krzysztof G. pracował już w archiwum poznańskiej kurii. Sprawą oburzony jest były ministrant Szymon z Chodzieży, uznany przez prokuraturę za ofiarę byłego księdza. Ksiądz, w latach 2020-2013, miał go wielokrotnie zgwałcić.
- Abp Stanisław Gądecki i inni księża odmawiali współpracy z prokuraturą. Nie chcieli przekazać dokumentów i pokazać dowodów, które doprowadziły do usunięcia z kapłaństwa księdza Krzysztofa G. Jak się okazuje, w okresie, gdy odmawiali współpracy ze śledczymi, były ksiądz Krzysztof G. pracował już w archiwum poznańskiej kurii. Sprawą oburzony jest były ministrant Szymon z Chodzieży, uznany przez prokuraturę za ofiarę byłego księdza. Ksiądz, w latach 2020-2013, miał go wielokrotnie zgwałcić.