USA: Donald Trump i Joe Biden odpowiadali na pytania przed wyborcami. Obaj uchylili się od odpowiedzi na najtrudniejsze kwestie


W USA odbyły się kolejne debaty kandydatów w listopadowych wyborach prezydenckich. Donald Trump i Joe Biden tym razem odpowiadali w osobnych halach na pytania zadawane przez dziennikarzy. Trump przyznał, że pokojowo odda władzę, jesli przegra wybory. Jak podkreślają zagraniczne media, obaj wypowiadali się dość ostrożnie i unikali odpowiedzi na najbardziej niewygodne pytania - Trump w kwestii wsparcia przez anonimową grupę w mediach społecznościowych, Biden w sprawie zmian w Sądzie Najwyższym.

Była to druga - choć nietypowa - debata kandydatów na prezydenta w wyborach, które odbędą się 3 listopada. Tym razem kandydaci nie spotkali się twarzą w twarz, ale w tym samym czasie odpowiadali na pytania moderatorów w dwóch różnych halach i różnych miastach. Donald Trump odpowiadał na pytania dziennikarki telewizji NBC Savannah Guthrie w Miami na Florydzie. Jego demokratyczny rywal Joe Biden był z kolei przepytywany przez George Stephanopoulosa z telewizji ABC w hali w Filadelfii.

Jak podkreśla BBC, o ile dyskusja Trumpa z Guthrie często przypominała ostra polemikę - moderatorka NBC nie pozwalała prezydentowi unikać odpowiedzi na pytania, z kolei on przerywał jej i krytykował same pytania - o tyle debata Bidena była znacznie spokojniejsza. Stephanopoulos pozwalał Bidenowi na długie, zawiłe wypowiedzi i nie przerywał kandydatowi na prezydenta.

Trump o oddaniu władzy i koronawirusie

Donald Trump, który ostatnio przeszedł koronawirusa, był pytany m.in. o to, czy wie, kiedy się zaraził i czy podczas poprzedniej debaty w jednym studiu z Joe Bidenem był już zakażony. Jak podaje CNN, Trump odparł, że nie wie, kiedy się zaraził. - Testy mam robione praktycznie cały czas. Źle poczułem się dwa dni po debacie i wtedy test wykazał wynik pozytywny - mówił Trump. Dodał, że poczuł się mocno osłabiony. Zarówno Trump, jak i Biden udzielili wymijającej odpowiedzi na niektóre pytania. Jak podaje BBC, Guthrie zapytała prezydenta USA o rozpowszechnianą w mediach społecznościowych teorię spiskową grupy QAnon, której zwolennicy uważają, że Trump walczy z tajną siecią elit, tworzącą satanistyczne spiski i handlującą dziećmi.

Jak podaje BBC, moderatora Savannah Guthrie zapytała Trumpa, czy odrzuca te teorie. on miał odpowiedzieć wymijająco: „Nic nie wiem o QAnon”. Guthrie dociskała prezydenta, że grupa ta została uznana za potencjalne zagrożenie o charakterze terrorystycznym. Trump odparł, że nic na ten temat nie wie. Wie tylko, że grupa ta występuje bardzo mocno przeciwko pedofilii. Zamiast o tej grupie, Trump zaczął mówić krytycznie o Antifie, ruchu lewicowych aktywistów, których oskarżył o sianie nieporządku w kraju.

Jedną z ważnych deklaracji Donalda Trumpa było stwierdzenie, że w razie przegranej w wyborach odda pokojowo władzę. Wcześniej Donald Trump mówił, że wybory mogą zostać sfałszowane, gdyż z powodu pandemii wiele głosów jest oddawanych drogą pocztową, co - zdaniem prezydenta - stanowi pole do fałszerstw. Jak informuje BBC, dotychczas drogą pocztową w USA oddano już ok 3 mln głosów w tegorocznych wyborach. Tym razem Trump stwierdził, że na pytanie o to, czy odda władze pokojowo odpowiedź brzmi: tak. - Ale pragnę, podobnie jak wszyscy, żeby to były uczciwe wybory - dodał.

Biden unika odpowiedzi na pytanie o Sąd Najwyższy

Joe Biden, choć nie toczył batalii z moderatorem, jak Donald Trump, również uniknął odpowiedzi na niewygodne dla siebie pytania. Jednym z takich pytań była kwestia poszerzenia składu Sądu Najwyższego. Donald Trump desygnował do składu Sądu konserwatystkę Amy Coney Barrett. W przypadku jej zatwierdzenia sąd ten będzie w większości składał się z konserwatystów i Demokraci obawiają się, że zmieni wiele aktów prawnych, np. dopuszczających przerywanie ciąży.

Pojawiły się zatem pomysły, by po wygraniu wyborów przez demokratę Joe Bidena powiększyć skład Sądu Najwyższego - wynoszącego obecnie dziewięcioro sędziów - i powołać doń sędziów o liberalnych poglądach, by konserwatyści nie mieli w nim przewagi. Byłaby to jednak potężna ingerencja w jeden z filarów amerykańskiej demokracji i prawdopodobnie dlatego Biden nie chciał odpowiedzieć wprost na pytanie, czy dokona rewolucji w składzie SN. - Zacznę się zastanawiać nad tą kwestią, gdy pojawi się ten problem - mówił Biden, mając zapewne na myśli sytuację, kiedy konserwatywna nominatka Trumpa zostanie zatwierdzona na sędziego SN.

Bidena zapytano także, czy przyznaje, iż błędem było jego poparcie w 1994 roku dla ustawy kryminalnej, którą ruch Black Live Matters uznaje za jeden z głównych powodów osadzania w więzieniach wielu czarnych Amerykanów. Jak informuje BBC, Biden przyznał, że to był błąd, wskazał jednak, że tamta ustawa oprócz złych elementów miała również dobre. BBC dodaje, że Biden nie chciał się również jednoznacznie wypowiedzieć, czy szczepienia przeciwko koronawirusowi ustanowi jako obligatoryjne. - To będzie zależało od składu i rodzaju szczepionek, a także od sposobu dystrybucji - mówił.

Będzie jeszcze jedna debata

Jak informują media, przed wyborami 3 listopada ma dojść do jeszcze jednej debaty z udziałem obu kandydatów na prezydenta USA. Nie wiadomo jeszcze w jakiej formule ta debata zostanie zorganizowana. Miałaby się odbyć w przyszłym tygodniu.

Na kilka tygodni przed wyborami wszystkie sondaże wskazują na wyraźną przewagę Joe Bidena, jednak system wyborczy w Stanach Zjednoczonych jest tak ułożony, iż poparcie krajowe niekoniecznie musi zapewnić wygraną w wyborach. Liczy się poparcie w kilku kluczowych stanach, a w wielu z nich przewaga Bidena nad Trumpem jest obecnie minimalna. Wynik wyborów pozostaje wciąż sprawą otwartą.


Załączniki

- brak opisu