Jan Olbrycht: "Weto albo życie - taki wybór w UE. Nie wiem, czy rządowi chodzi o pieniądze dla Polski, czy o kryzys Unii"


Nie wiem, czy chodzi o to, by zdobyć jak największe pieniądze dla Polski, przy jak najmniejszych ustępstwach, czy raczej o odwrotną strategię: o utrzymanie władzy przede wszystkim, o przekonanie swoich wyborców, a poza tym o doprowadzenie do pełnego kryzysu w Unii Europejskiej. Tu akurat jesteśmy na dobrej drodze. Ten plan przebija się w opinii publicznej i nie zauważamy, że jest on destrukcyjny. Pytanie więc, która z tych strategii jest strategią polskiego rządu. Ja nie wiem - mówi Jan Olbrycht, europoseł Platformy Obywatelskiej, dzisiejszy gość Radia Piekary.

Polscy politycy przeżywają dziwną fascynację umieraniem za sprawę. Pański były kolega Jan Rokita krzyczał kiedyś „Nicea albo śmierć”. Dziś jest „weto albo śmierć”. A jaki mamy wybór według pana? To jest, jak zwykle, strategia straszenia. W pewnym sensie skuteczna, co widać po opiniach publicznych, że dają się przestraszyć i pokazać sobie fałszywe alternatywy. Ten wybór to raczej: „weto albo życie” i po tej drugiej stronie są pieniądze, na które czekają polskie samorządy, firmy czy szpitale. Czy i tym razem polska strategia negocjacyjna zadziała? Bo to przecież jest strategia negocjacyjna, prawda? Filozoficznie odpowiem, że nie wiem, na czym polega strategia rządu, ponieważ nie wiem, kto w rządzie rządzi. Nie wiem, czy chodzi o to, by zdobyć jak największe pieniądze dla Polski, przy jak najmniejszych ustępstwach, czy raczej o odwrotną strategię: o utrzymanie władzy przede wszystkim, o przekonanie swoich wyborców, a poza tym o doprowadzenie do pełnego kryzysu w Unii Europejskiej. Tu akurat jesteśmy na dobrej drodze. Ten plan przebija się w opinii publicznej i nie zauważamy, że jest on destrukcyjny. Pytanie więc, która z tych strategii jest strategią polskiego rządu. Ja nie wiem. Trzyma pan kciuki za premiera Morawieckiego? Bo wybór tej strategii zależy chyba od wyniki wojny Morawieckiego ze Zbigniewem Ziobrą w PiS. Batalia jest dużo trudniejsza i polscy politycy obozu władzy wpisują się w spór, który toczy się na poziomie Unii Europejskiej. Dyskusja dotyczy tego, jaka, jak zorganizowana, jak silna będzie Unia w przyszłości, jak będzie mogła reagować na nowe kryzysy… Tę debatę odzwierciedla właśnie budowanie pakietu budżetowego. Polska wchodzi w nią z butami i ją rozbija. Z jakich względów? Wewnętrznej walki o władzę, czy może po prostu chcemy Unii słabszej. Wczorajsze spotkanie europejskich liderów z udziałem premierów Polski i Węgier nie przyniosło żadnego porozumienia? Nie miało przynieść. Dyskusja dotyczyła głównie koronawirusa i terroryzmu w Europie. Kwestia budżetu została tylko poruszona, ale z założeniem, że wrócimy do sprawy. Spodziewamy się, że rozmowy potrwają do 10 grudnia, potem ponownie spotkają się premierzy i coś postanowią. Czas leci, za chwilę nie będziemy mieli czasu na przygotowanie ani budżetu, ani funduszu. Ale eksperci Goldman Sachs twierdzą już, że kompromis jest całkiem prawdopodobny, czyli nikt nie będzie musiał za nic umierać. Mam nadzieję. Najbardziej prawdopodobny scenariusz, który zaakceptuje polski rząd? Mam nadzieję, że Polska na końcu podpisze budżet i fundusz. Jeśli ktoś chce osiągnąć kompromis, będzie starał się znaleźć rozwiązanie. Jeśli ktoś chce kryzysu Unii, to do końca nie będzie żadnej zgody. Czy mechanizm praworządności zostanie złagodzony na tyle, że Polska i Węgry nie tylko go zaakceptują, ale i ogłoszą swoje polityczne zwycięstwa? Mechanizm praworządności wymaga uzgodnienia między radą i parlamentem. Parlament Europejski dwa dni temu oświadczył, że nie ma zamiaru wracać do negocjacji w ogóle. Ponowne otwarcie negocjacji jest niemożliwe, ale można uzupełnić treść mechanizmu pewnymi wyjaśnieniami.


Załączniki

- 20.06.10 katowice wybory prezydenckie sztab platforma obywatelska radosc wyniki n/z jan olbrycht mikolaj suchan / polskapresse