Dolnośląskie: Rodziny nie chcą zabierać ze szpitala starszych osób po koronawirusie


Starsi ludzie, którzy pokonali koronawirusa we wrocławskim szpitalu przy ul. Koszarowej, nie mają dziś dokąd pójść. Rodziny nie chcą ich odebrać, a miejsc w domach pomocy społecznej nie ma. W szpitalu przy Koszarowej leży dziś już kilkoro takich staruszków.

- To jest tragedia - mówi profesor Krzysztof Simon, ordynator oddziału zakaźnego w szpitalu przy ulicy Koszarowej we Wrocławiu. - Mam dziś kilka łóżek z osobami, z którymi nie mam co zrobić, bo rodziny odmówiły przyjęcia - mówi prof. Simon. - Liczba naszych pacjentów utrzymuje się mniej więcej na tym samym poziomie. Ale, co wynika ze skali epidemii, mamy zdecydowanie więcej osób w ciężkim stanie, starszych, po prostu umierających. Niewiele możemy im pomóc, mają wiele współistniejących chorób - przyznaje ordynator z ulicy Koszarowej.

- Problem który nas nurtuje jest to, co robić dalej gdy ci ludzie starsi, często samotni, zdrowieją. Rodziny bardzo często odmawiają przyjęcia, do domów pomocy społecznej są nie wiadomo jak długie kolejki, osoby samotne muszę miesiącami czekać na przyjęcie, a ośrodków rehabilitacyjnych prawie nie ma. To jest tragedia - rozkłada ręce Simon. - Mamy pracownika socjalnego, który zajmuje się właśnie takimi sprawami i wyszukuje miejsc, w których takie starsze, schorowane osoby można umieścić. Procedura umieszczania w domu pomocy społecznej nierzadko trwa dłuższy czas - przyznaje - rzeczniczka szpitala przy Koszarowej Urszula Małecka. - Często mówimy o osobach, które nawet po wyzdrowieniu z zakażenia wymagają codziennej opieki. Rodziny, które nie chcą ich odebrać, czasami po prostu nie mają jak takiej opieki zapewnić - wyjaśnia.

Erazm Humienny, znany wrocławski społecznik, prowadzący ośrodek dla bezdomnych, dodaje, że nie w każdym miejscu taką opiekę da się zapewnić. Nie wszyscy mogą trafić do ośrodków dla bezdomnych. - W DPS-ach całą dobę są lekarze, pielęgniarki i salowe. Profil naszego domu jest inny. Staramy się, żeby nasi podopieczni byli jak najbardziej samodzielni. Każdy musi sam o siebie zadbać, posprzątać pokój, pójść do lekarza, poszukać pracy. Kiedy więc dzwonią do nas ze szpitala, że mają „ozdrowieńca” zawsze pytamy czy to osoba, która jest samodzielna - przyznaje Humienny.

- W tej chwili mamy kilkanaście miejsc w naszych domach pomocy społecznej – mówi nam Janusz Nałęcki, dyrektor Miejskiego Centrum Usług Socjalnych we Wrocławiu. - W tym dla osób przewlekle chorych.

Miejskiemu Centrum podlega kilka wrocławskich domów. - Jeżeli rodzina nie chce przyjąć kogoś, kto wychodzi ze szpitala, to taka osoba może trafić do domu pomocy społecznej. Ale potrzeba czasu.

- Trzeba najpierw skontaktować się z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej, bo tam wydawana jest decyzja o umieszczeniu w DPS. Jeśli problem dotyczy mieszkańca innej gminy, która nie ma miejsca na swoim terenie, to taka gmina najpierw musi się skontaktować z naszymi MOPS-em. Ile taka procedura trwa? - Nie powinna trwać dłużej niż dwa, trzy tygodnie – mówi dyrektor Nałęcki. - Choć w szczególnych przypadkach to czasem i od ręki można załatwić.


Załączniki

- brak opisu
- brak opisu