Batalia ws. krwawych plakatów antyaborcyjnych w Krakowie. "Włożyliśmy stopę w odpowiednie drzwi"


Rada miasta Krakowa idzie do sądu, aby walczyć o zakaz prezentacji krwawych plakatów antyaborcyjnych w przestrzeni publicznej. To decyzja po tym, jak wojewoda małopolski w całości uchylił krakowską uchwałę, która zakazywała takich treści. Za było 24 radnych, a przeciw 14 z PiS.

Uchwałę zakazującą prezentowania w przestrzeni publicznej brutalnych treści, w tym krwawych billboardów i plakatów towarzyszących zawsze demonstracjom antyaborcyjnym, rada miasta Krakowa przyjęła w połowie listopada. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia w całości uchylił ja wojewoda małopolski Łukasz Kmita. Choć większość radnych pod względem merytorycznym pomysł popierała, to uważali, że pod względem prawnym uchwała zostanie uchylona. I tak się właśnie stało. Niedługo potem przewodniczący rady miasta Dominik Jaśkowiec zapowiedział przygotowanie wniosku do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA).

Wniosek, w postaci uchwały, został zaprezentowany w środę 13 stycznia na sesji rady miasta. - Chodzi o skorzystanie z kreacyjnej funkcji prawa i poprzez wyroki sądowe stworzyć jednolitą wykładnię prawa – mówił Dominik Jaśkowiec. Większość radnych poparła wniosek o skierowanie sprawy do WSA. Za było 24 radnych, a przeciw 14 z PiS. Wszystko przez to, że wojewoda uchylił uchwałę, bo jego zdaniem rada miasta przekroczyła swoje kompetencje prawne. Co więcej, sami radni, którzy głosowali za uchwałą, spodziewali się takiego przebiegu zdarzeń.

- Dziwi nas, że ten temat wraca w takiej formie. Dziwi, że dotychczasowe przesłanki i opinie prawne nie są dostrzeżone. Rada miasta powinna działać w granicach prawa. Wojewoda potwierdził w swoim rozstrzygnięciu, że ten projekt był w całości niezgodny z prawem, co do swoich głównych zapisów – mówił radny Michał Drewnicki z PiS. Przypomniał on, że do pierwotnej uchwały były negatywne opinie prawne, jak i prezydenta Jacka Majchrowskiego. - W opinii prezydenta wskazano, że przepisy porządkowe są zbyt daleko idące i są pozbawione podstawy prawnej. Takie też jest rozstrzygnięcie nadzorcze wojewody. Wnioskujemy więc, zgodnie z trzema opiniami, które mówią to samo, że rada miast nie powinna przyjmować uchwały o zaskarżeniu decyzji wojewody do WSA – mówił Drewnicki.

Andrzej Hawranek, szef klubu KO, odpowiedział, że organem do interpretacji prawa jest sąd, a nie wojewoda, czy prawnicy urzędu miasta. - Każdemu przysługuje prawo do skargi. Też mam przekonanie, że ten druk jest wątpliwy prawnie. Ale żeby to jednoznacznie orzec, uprawniony jest sąd, który jest niezwisły. Jeszcze, bo wasza formacja wiele robi, żeby tak nie było. Sąd orzeknie i będzie wszystko jasne – mówił Hawranek w odpowiedzi do Michała Drewnickiego.

Głos zabrała także Ewa Owerczuk z krakowskiego oddziału partii Razem, która popiera zakaz prezentowania krwawych treści antyaborcyjnych w przestrzeni publicznej. - Włożyliśmy stopę w odpowiednie drzwi i nie pozwolimy zepchnąć tego tematu na dalszy plan. Potrzebujemy przepisów do walki z terroryzującymi treściami i kłamstwami w przestrzeni publicznej. Te billboardy to nie jest merytoryczna dyskusja o aborcji. Rodzice nie powinni zasłaniać oczu dzieciom, gdy spacerują po Krakowie – mówiła Ewa Owerczuk.


Załączniki

- Protest antyaborcyjny w Krakowie. Część radnych chce zakazać prezentacji takich treści